Dwie linijki z Fraszek Jana Kochanowskiego brzmią jak wypowiedziana jednym tchem przestroga. Pierwszy wers przynosi podwójne zaprzeczenie nadziei: „próżno uciec, próżno się przed miłością schronić”. Powtórzenie przysłówka „próżno” nie jest retorycznym ozdobnikiem — odbiera sens dwóm podstawowym ludzkim odruchom: ucieczce i szukaniu schronienia. Człowiek może zmienić miejsce albo zniknąć z pola widzenia, lecz wobec miłości obie strategie okazują się ślepe. Druga linijka tłumaczy, dlaczego. Pojawia się w niej obraz pościgu: ktoś lotny — skrzydlaty, szybki, unoszący się ponad ziemią — dogania pieszego. W domyśle tym lotnym jest sama miłość, a pieszym uciekający człowiek. Pytanie retoryczne „bo jako lotny nie ma pieszego dogonić?” nie domaga się odpowiedzi, bo odpowiedź jest oczywista: dogoni na pewno. Fraszka nie mówi więc o miłości jako o uczuciu, które można spokojnie przeżyć, lecz o sile, która zawsze jest szybsza od człowieka.
Konstrukcja wiersza podkreśla tę nierówność. Oba wersy mają po trzynaście sylab i dzielą się po siódmej sylabie średniówką, co daje wrażenie równowagi, ale równowagi pozornej, bo treść mówi o miażdżącej przewadze miłości. Rym „schronić — dogonić” jest dokładny, żeński i pada na bezokoliczniki, czyli na formy nazywające czynności. To zestawienie brzmi jak wyrok: gramatycznie ucieczka i schwytanie należą do tego samego porządku, a drugie nieuchronnie zamyka pierwszą. Fraszka jest jednym zdaniem złożonym: pierwszy człon to teza, drugi — wprowadzone spójnikiem „bo” uzasadnienie. Taka budowa ma w sobie coś z sylogizmu: skoro miłość jest lotna, a człowiek pieszy, próba ucieczki jest z góry przegrana. Kochanowski nie potrzebuje opisywać miłości ani jej cierpień; wystarcza mu jedno porównanie, by pokazać jej naturę jako pościgu, któremu nie sposób się wymknąć.
Warto przyjrzeć się słowom związanym z ruchem. „Uciec”, „schronić się”, „dogonić” tworzą sekwencję: najpierw dwie próby uniku, potem nieuniknione domknięcie. Do tego dochodzi para przeciwstawna „lotny — pieszy”. Przymiotnik „lotny” odsyła do lotu, skrzydeł, szybkości; w renesansowej wyobraźni miłość często łączy się ze skrzydlatym Kupidynem, ale nawet bez tej personifikacji słowo to stawia miłość ponad ziemskim porządkiem ruchu. „Pieszy” to ktoś, kto porusza się po ziemi, powoli, w trudzie. Zestawienie tych dwóch kategorii jest celowo przesadzone: pojedynek nie jest wyrównany. Człowiek nie ma szans, bo ściga go siła z innego żywiołu. Brak podmiotu w pierwszym wersie dodatkowo poszerza znaczenie: nie wiadomo, kto ucieka, więc zdanie dotyczy każdego. Miłość również nie zostaje nazwana w drugim wersie, lecz obecna jest w przymiotniku „lotny”. Dzięki temu utwór unika ciasnej personifikacji, a zarazem pozwala jej się domyślić.
Interpunkcja także buduje napięcie. Po pierwszym wersie stoi przecinek, nie kropka, więc myśl nie zatrzymuje się na rozpaczy — od razu następuje uzasadnienie. Dopiero pytajnik zamyka całość i nadaje jej ton pointy. Znaczenie tego drobiazgu polega na tym, że mieści całą filozofię miłości w dwóch wersach. Fraszka jako gatunek ceniła skrót i puentę, a Kochanowski doprowadza tę poetykę do granicy. Utwór nie moralizuje, lecz posługuje się chłodnym rozumowaniem i obrazem, który zostaje w pamięci. Myśl, że uczucie bywa szybsze niż nasze plany, uniki i decyzje, nadal brzmi celnie. Miłość jako pościg bez szans na ucieczkę jest jednocześnie groźna i fascynująca, bo jej prędkość każe patrzeć na nią jak na żywioł, a nie sprawę do załatwienia.