Dwuwers Kochanowskiego przypomina, że przed miłością nie ma ucieczki ani schronienia. Autor nie opisuje samego uczucia, tylko zderza ze sobą dwa wyraźne obrazy: miłość jest kimś lotnym, skrzydlatym, znacznie szybszym od człowieka, a człowiek – pieszym uciekinierem. Wystarczy jedno retoryczne pytanie, by podważyć sens jakiegokolwiek oporu: jak skrzydlaty miałby nie dogonić tego, kto biegnie o własnych nogach? Cały wysiłek, by uciekać, okazuje się więc z góry przegrany.
Ton tej miniatury jest lekko ironiczny, a zarazem pogodny – nie ma w nim rozpaczy, jest raczej mądre westchnienie. Pod krótką pointą kryje się doświadczenie bezradności, znane chyba każdemu: miłość dopada nas wtedy, gdy się tego nie spodziewamy, i żadne plany, dystans ani wybiegi jej nie zatrzymają. Autor mówi o tym zwięźle, niemal z uśmiechem, jakby chciał powiedzieć: szkoda sił na walkę z siłą, która i tak jest szybsza.