To zapis wieczornego pejzażu, w którym granice między niebem, ziemią i człowiekiem się zacierają. Zachodzące słońce ciągnie po łące cień chmury, a cała scena zdaje się zwalniać. Dziewczyna siedzi nieruchomo, obejmując kolana, i chłonie widok „we wszystko naraz, w nic zasię z osobna” — jej samotność rośnie wraz z przestrzenią. Towarzyszy jej łaciata krowa, która w różowym świetle wygląda niemal baśniowo, a jej róg zdaje się „pół słońca odkrawać”. Ciszę pogłębia wrzawa sennych owadów i mgła na widnokręgu. Mówiący czuje spokój zmieszany z melancholią i lekkim odrealnieniem. Wieczór nie jest tu tylko porą dnia, lecz stanem zawieszenia między jawą a snem, w którym zwykłe elementy krajobrazu nabierają dziwnej, magnetycznej siły.
Wieczór — Streszczenie
Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza, Zetknięte z niebem, co życie, gasnące Pod barw przymusem, — w głąb marzeń przedłuża, Aby dowidzieć po przez dale puste Jedyną wokół purpurową chustę Dziewczyny, która swych dłoni oplotem Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę I, coraz bardziej pod niebios namiotem Samotniejąca w tę dal i pogodę, Oddawna ruchu i snu nie odmienia, Chłonąc czar drętwy samego patrzenia We wszystko naraz, w nic zasię zosobna, Wpobok, zaledwo do siebie podobna, Wyolbrzymiona wobec próżni świata, Krowa się w świetle różowi łaciata, Co jednym rogiem pół słońca odkrawa, A drugim wadzi o daleką gruszę... Sennych owadów nieprzytomna wrzawa Umacnia pustkę i podsyca głuszę, Wspartą na stogach, powiązanych w drągi. Kolejne idą nad polem przeciągi Tchu ziół dalekich, zaprawnego potem
Zoranej ziemi, co — tknięta wron lotem — Paruje ciężko i chłodnieje zwolna. Na widnokresie jakaś mgła dowolna, Cień, nie mający przyczyn wśród przestworu, Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru, I wśród rosnących z nim razem bezmiarów Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów.