Lubię, kiedy kobieta — Analiza wiersza

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, Kiedy w lubieżnem zwisa przez ramię przegięciu, Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie, I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi, Gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi, Gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem, I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania Przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania Zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to — i tę chwilę lubię, gdy koło mnie Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie, A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

Mostrar el poema completoOcultar el poema

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

«Lubię, kiedy kobieta» to liryczna spowiedź męskiego „ja”, które z niezwykłą precyzją opowiada o cudzym ciele i własnym pragnieniu. Mówienie nie układa się tu w rozmowę: kobieta jest obserwowana, opisywana, niemal rozbierana wzrokiem, a podmiot ani na chwilę nie traci kontroli. Centralne napięcie utworu rodzi się między fascynacją zmysłowym omdleniem kobiety a samotnym ruchem myśli, która w finale odlatuje w „nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”.

Regularność wiersza podkreśla ten chłodny porządek. Utwór składa się z czterech strof, a każda linia to trzynastozgłoskowiec ze średniówką po siódmej sylabie, o rymach parzystych, żeńskich i dokładnych: „objęciu – przegięciu”, „blednie – bezwiednie”, „oddechem – uśmiechem”. Para rymująca się z parą nadaje całości płynny, niemal hipnotyczny rytm. Powracająca na początku kolejnych strof formuła „lubię” zmienia tekst w litanię upodobań, jakby podmiot wyliczał własne erotyczne pewniki. W tym spokojnym, równym toku znaczące staje się „krótkie, urywane” oddychanie kobiety — jej ciało żyje gwałtownie, podczas gdy wiersz płynie statecznie. Kontrast ten zdradza, kto patrzy i kto panuje nad sytuacją.

Obrazowanie budują przede wszystkim szczegóły cielesne: kobieta „omdlewa w objęciu”, jej twarz „blednie”, oczy „zachodzą mgłą”, a wilgotne wargi rozchylają się bezwiednie. To ciało zdradza podniecenie poza wolą, niemal poza świadomością. Podmiot wybiera znaki utraty kontroli: drżące palce „wpijające się w ramiona”, mdlejący uśmiech, spojrzenie pozbawione ostrości. Kobieta jest tu najpierw ciałem, dopiero potem osobą; pojawia się jako „kobieta”, nie jako konkretna postać z imieniem i historią. Ta bezimienność wzmacnia wrażenie, że dla mówiącego liczą się odruchy, a nie relacja. Motyw omdlenia powraca w finale w słowie „nieprzytomnie” — utrata przytomności spina cały utwór niczym znak rozkoszy graniczącej z chwilowym zniknięciem.

W trzeciej strofie fascynacja przesuwa się z ciała na psychikę, a ściślej — na wstyd. Bohater wyznaje, że podoba mu się zakaz, który „kobiecie zabrania / Przyznać, że czuje rozkosz”. Erotyzuje więc nie samą namiętność, lecz walkę między pożądaniem a konwenansem. Kobieta „szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia”: jej ciało dąży do bliskości, ale świadomość nie potrafi tego nazwać. Podmiot staje się jedynym, który wie i widzi; cudzy wstyd jest dla niego podnietą, a zarazem dowodem własnej przewagi. Napięcie potęguje wyrażenie „sycenie żądzy oszalenia” — akt zmysłowy staje się w nim chwilowym zawieszeniem rozumu.

Ostatnia strofa przynosi odwrócenie. Gdy kobieta leży „wyczerpana, zmęczona [...] nieprzytomnie”, myśl mówiącego „już od niej wybiega skrzydlata” w „nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”. Spełnienie nie przeradza się we wspólnotę ani czułość. Przeciwnie: po zmysłowym nasyceniu następuje ruch w górę, ku metafizyce, ale kobieta nie towarzyszy już temu lotowi. To sprawia, że utwór jest nie tylko erotykiem, lecz także studium samotności męskiego podmiotu — kobieta staje się bramą do ekstazy, po której zostaje w sypialni, podczas gdy myśl wybiega poza świat.

Znaczenie wiersza wiąże się z odwagą mówienia o pożądaniu. Tetmajer, jeden z czołowych poetów Młodej Polski, pokazuje rozkosz jako zjawisko cielesne i psychiczne zarazem, bez ckliwego sentymentalizmu. Zarazem utwór pozostaje przykładem męskiego spojrzenia, które zamienia kobietę w widowisko i milczący obiekt. To napięcie — między śmiałością erotyku a przedmiotowym traktowaniem kobiety — czyni ten tekst wciąż interesującym dla dzisiejszego czytelnika. Widać w nim młodopolską tęsknotę do nieskończoności zrodzoną z bardzo ziemskiego zmysłu, ale też egoizm pragnienia, które po zaspokojeniu natychmiast ucieka w samotny lot.

Lee también

Más de Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Todos los poemas
TristeKazimierz Przerwa-Tetmajer

Nie wierzę w nic

Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie.
SoñadorKazimierz Przerwa-Tetmajer

Z Tatr

Taki tam spokój... Na gór zbocza Światła się zlewa mgła przezrocza, Nad senną zieleń gór. Szumiący zdala wśród kamieni,
AnsiosoKazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?