Tetmajer pokazuje mężczyznę, który z upodobaniem obserwuje kobietę w chwili największego podniecenia i omdlenia. Podoba mu się jej bezwład, wilgotne rozchylone usta, drżące palce, urywany oddech i to, że wstydzi się własnego pożądania. Kobieta walczy z żądzą, unika słów i spojrzeń, ale ciało zdradza jej pragnienie. W tych strofach dominuje zmysłowość i napięcie, a zarazem pewien chłód: kobieta jest raczej obiektem fascynacji niż partnerką.
Ostatnia zwrotka zmienia ton. Gdy kobieta leży wyczerpana, myśl mężczyzny odlatuje w „nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”. Zamiast bliskości pojawia się ucieczka w samotną, niemal mistyczną wyobraźnię. Nastrój przestaje być tylko erotyczny — staje się melancholijny i oniryczny, bo spełnienie okazuje się ledwie punktem wyjścia do tęsknoty za czymś poza ciałem.