Pejzaż w liryce Kazimierza Przerwy-Tetmajera rzadko bywa tylko tłem. W utworze «W lesie» natura zostaje podporządkowana jednemu doznaniu: sennemu, świetlistemu zamyśleniu. Tytuł zapowiada las, ale obraz otwiera się również na niebo, łąkę i strumień, jakby granice między elementami krajobrazu rozpuszczały się w blasku. Już pierwsze słowa — „Wolno i sennie chodzą” — spowalniają ruch i zapowiadają, że nie będzie to poetycki opis pełen gwałtownych zdarzeń, lecz raczej zapis ulotnego wrażenia.
Kompozycja podkreśla ten nastrój. Utwór składa się z pięciu czterowersowych strof o regularnych, siedmiozgłoskowych wersach. Ta miarowość nie wprowadza jednak mechanicznego rytmu; krótkie linie płyną spokojnie, a rymy, regularnie obejmujące wers drugi i czwarty, domykają każdą strofę jak cichą klamrą. Dzięki temu forma pozostaje uporządkowana, lecz nie sztywna, co współgra z delikatnym migotaniem świata przedstawionego.
Język wiersza buduje rzeczywistość przede wszystkim z barw i światła. Chmury są „złocisto-białe”, mają „połysk aksamitu” — połączenie wrażenia wzrokowego i dotykowego sprawia, że miękkość staje się niemal widoczna. Światło pada „z ukosa”, jaskółka „się zasrebrzy”, a jej czarna, śmigła sylwetka przecina błękit. Na łące w „srebrne ramy” opalowego strumienia kładą się „złote plamy”. Tetmajer chętnie sięga po słownictwo związane z drogocennymi materiałami: opal, szmaragd, złoto, srebro, aksamit. Dzięki temu zwykły leśny widok nabiera szlachetności, a natura przypomina delikatną, lśniącą tkaninę lub mozaikę. Sformułowanie „Szmaragdem słońce błyska” znaczy więcej niż „świeci na zielono” — kolor staje się tu substancją, kamieniem, z którego utkane jest światło. Wrażenie miękkości wspomaga również instrumentacja głoskowa: powtarzające się głoski s, ś, z w słowach „sennie”, „jasnem”, „zasrebrzy”, „jaskółka”, „sunąca” brzmią jak cichy szum.
Nastrój budują też kontrasty. Ciemna zieleń drzew spotyka się z „ognistym pękiem promieni”, srebrzysta jaskółka pojawia się na jasnym błękicie, a senna powolność chmur sąsiaduje z błyskawicznym, lecz dyskretnym ruchem ptaka. Wszystkie te zjawiska łączy cisza, która nie zostaje nazwana wprost, ale wynika z doboru słów: „Po łące cichej, jasnej”, a pod koniec — „przejrzyste, zwiewne”. Krajobraz nie krzyczy; raczej powoli nasyca spojrzenie.
Najważniejsza jest jednak końcowa strofa. Po niebie, lesie i „łąk zielonym łanie” idzie „błękitne zadumanie”. To sformułowanie zmienia całą perspektywę: nastrój przestaje być wyłącznie reakcją podmiotu na pejzaż, a staje się istotą, która samodzielnie przemierza przestrzeń. Przymiotniki „przejrzyste” i „zwiewne” nadają mu lekkość niemal powietrza, a epitet „błękitne” wiąże je z kolorem nieba z pierwszej strofy. Tym samym zewnętrzny świat i wewnętrzny stan zlewają się w jedną całość.
Na tym polega znaczenie utworu. Tetmajer, jeden z najważniejszych poetów Młodej Polski, pokazuje, że liryka nie musi opowiadać historii ani formułować wprost uczuć — może działać jak impresja malarska, w której ważniejszy od przedmiotu jest sposób widzenia. Kolor, światło, miękkość i powolny rytm prowadzą tu nie do puenty, lecz do „błękitnego zadumania”, czyli do nastroju, którego nie da się do końca nazwać, a mimo to staje się on główną treścią wiersza.