Kazimierz Przerwa-Tetmajer maluje słowami senny, letni pejzaż. Po błękitnym niebie wolno płyną złocisto-białe chmury, czasem przecina je czarna jaskółka. Na jasnej łące, otoczonej opalowym strumieniem, kładą się złote plamy słońca, a wśród ciemnej zieleni drzew błyska szmaragd i ogniste pęki promieni. Obraz jest cichy i nieruchomy, zbudowany bardziej z barw i świateł niż z wydarzeń.
Nastrój jest marzycielski i kontemplacyjny. Osoba mówiąca nie opowiada o sobie wprost, ale ostatnia zwrotka nazywa to, co unosi się nad całym krajobrazem: przejrzyste, zwiewne, błękitne zadumanie. To jakby sama natura pogrążona w łagodnej refleksji; czytelnik zostaje zaproszony, by zwolnić i przez chwilę tylko patrzeć. Wiersz daje poczucie spokoju, lekkości i oderwania od codziennego pośpiechu.