W lesie — Streszczenie

Wolno i sennie chodzą Po jasnem tle błękitu Złocisto-białe chmurki Z połyskiem aksamitu.

Niekiedy się zasrebrzy Pod słońca blask z ukosa, Jaskółka śmigła, czarna, Sunąca przez niebiosa.

Po łące cichej, jasnej, W srebrne objęte ramy Przez opalowy strumień, Złote się kładą plamy.

Szmaragdem słońce błyska Na ciemnej drzew zieleni, Lub przez konary rzuca Ognistych pęk promieni.

Po niebie i po lesie, Po łąk zielonym łanie, Przejrzyste, zwiewne idzie Błękitne zadumanie.

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer maluje słowami senny, letni pejzaż. Po błękitnym niebie wolno płyną złocisto-białe chmury, czasem przecina je czarna jaskółka. Na jasnej łące, otoczonej opalowym strumieniem, kładą się złote plamy słońca, a wśród ciemnej zieleni drzew błyska szmaragd i ogniste pęki promieni. Obraz jest cichy i nieruchomy, zbudowany bardziej z barw i świateł niż z wydarzeń.

Nastrój jest marzycielski i kontemplacyjny. Osoba mówiąca nie opowiada o sobie wprost, ale ostatnia zwrotka nazywa to, co unosi się nad całym krajobrazem: przejrzyste, zwiewne, błękitne zadumanie. To jakby sama natura pogrążona w łagodnej refleksji; czytelnik zostaje zaproszony, by zwolnić i przez chwilę tylko patrzeć. Wiersz daje poczucie spokoju, lekkości i oderwania od codziennego pośpiechu.

Read also

More by Kazimierz Przerwa-Tetmajer

All poems
RomanticKazimierz Przerwa-Tetmajer

Lubię, kiedy kobieta

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, Kiedy w lubieżnem zwisa przez ramię przegięciu, Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie, I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.
DreamyKazimierz Przerwa-Tetmajer

Z Tatr

Taki tam spokój... Na gór zbocza Światła się zlewa mgła przezrocza, Nad senną zieleń gór. Szumiący zdala wśród kamieni,
AnxiousKazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?