Przyjaciele
Zajączek jeden młody, Korzystając z swobody, Pasł się trawką, ziołkami, w polu i ogrodzie, Z każdym w zgodzie. A że był bardzo grzeczny, roskoszny i miły, Bardzo go tam zwierzęta lubiły; I on też używając wszystkiego z weselem, Wszystkich był przyjacielem. Raz gdy wyszedł w świtaniu, i bujał po łące, Słyszy przerażające Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie. Stanął; — słucha; — dziwuje się;... A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi, Zając w nogi. Spójrzy się poza siebie, aż dwa psy i strzelce: Strwożon wielce, Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił. Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił: Weź mnie na grzbiet i unieś; — koń na to: nie mogę, Ale od innych pewną będziesz miał załogę. Jakoż wół się nadarzył; — ratuj przyjacielu; Wół na to: takich jak ja zapewne nie wielu Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie, Jałowica mnie czeka, nie długo zabawię. A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże. Kozieł: żal mi cię, nieboże. Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi: Oto wełnista owca niedaleko chodzi, Będzie ci miękko siedzieć;... Owca rzecze: Ja nie przeczę, Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce, Psy dogonią, i zjedzą zająca i owcę; Udaj się do cielęcia, które się tu pasie; Jak ja ciebie mam wziąć na się? Kiedy starsi nie wzięli, ciele na to rzekło, I uciekło.
Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.