* * *
Los mię już żaden nie może zatrwożyć, Jasną do końca mam wybitą drogę, Ta droga moja — żyć — cierpieć — i tworzyć, To wszystko czynię — a więcej nie mogę.
Dawniej miłością różane godziny I w zorzach jeszcze jaśniejsze pochodnie; Dzisiaj, przy schyłku dnia ważniejsze czyny, Wielkie i smętne, jak słońce zachodnie.
Na nich się zegar życia zastanowi, I puści ducha-skowronka w otchłanie, Pomóż-że, Boże, temu skowronkowi, Niech wesół leci — niech wysoko stanie.
A raczej powiem, — gdy się żywot zmierzcha, Dusza-jaskółka daleko od ziemi, Pomóż jaskółce, co mi z oczu pierzcha, Z oczkami w światło rozweselonemi.