Smutne wiersze

Smutne wiersze — zbiór najlepszych utworów na Poemship.

SmutnyTeofil Lenartowicz

Kalina

Rosła kalina z liściem szerokim, Nad modrym w gaju rosła potokiem Drobny deszcz piła, rosę zbierała, W majowem słońcu liście kąpała. W lipcu korale miała czerwone, Z cienkich gałązek włosy wplecione, Tak się stroiła, jak dziewczę młode I jak w lusterko patrzyła w wodę. Wiatr co dnia czesał jej długie włosy, A oczy myła kroplami rosy, U tej krynicy, u tej kaliny Jasio fujarki kręcił z wierzbiny. I grywał sobie długo, żałośnie, Gdzie nad krynicą kalina rośnie; I śpiewał sobie dana, oj dana! I głos po rosie leciał co rana.
SmutnyMaria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ja

Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Niema go nigdzie. Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie. Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie, choć było tak kochane i rozpieszczone. Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku. Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze. Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską, a jednak dzisiaj gdy je wspomina — nie płacze. Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą że ja to ono i nie usypali mu gróbka choćby takiego jak kopiec kreta. To też płacze nocami w kominie że je zapomniano, zgubiono, że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
SmutnyKazimierz Przerwa-Tetmajer

Nie wierzę w nic

Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie. A wprzód je depcę z żalu tak dzikiem szaleństwem, Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę, Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem. I jedna mi już tylko wiara pozostała: Że konieczność jest wszystkiem, wola ludzka niczem — I jedno mi już tylko zostało pragnienie Nirwany, w której istność pogrąża się cała W bezwładności, w omdleniu sennem, tajemniczem, I nieczując przechodzi zwolna w nieistnienie.
SmutnyKazimierz Przerwa-Tetmajer

Któż nam powróci

Któż nam powróci te lata stracone Bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Wołają na nas, że w złą idziem stronę Precz o świat troskę rzucając powinną, A czy pytają się nas, co nam trzeba, I czyśmy mogli obrać drogę inną? Kto z was policzył te gorzkie godziny Daremnych pragnień, żrących naszą duszę? Kto zmierzył smutku naszego głębiny Bez dna i brzegu? Kto wie, jakie ducha Niepodległego straszne są katusze, Gdy zerwać swego nie może łańcucha? Spójrzcie nam w mózgi — — zgryzły je, strawiły Wrodzone ludziom daremne pragnienia. Wołacie na nas: »Jesteśmy bez siły, Dajcie nam słowa wiary i otuchy« — —
SmutnyJan Kasprowicz

Z chałupy (XXXIX)

Rano, zimą, mróz czy zawierucha, W surduciku do szkoły o milę, A wieczorem w chacie późne chwile Z książką, z piórem, chociaż w ręce chucha. Latem, wolny, zastąpi pastucha, A pod pachą Homery, Wirgile; Ludzie czasem poszydzą niemile, Lecz on pasie i ludzi nie słucha... I tak wyrósł... I dalej w stolicę... Tam to wiedzy głęboka jest rzeka... Ojciec czeka i matula czeka... A on pisał: »Kochani rodzice!... Skończę... bieda... dużo do roboty...« I dziś skończył... umarł na suchoty...
SmutnyIgnacy Krasicki

Ptaszki w klatce

Czegoż płaczesz? staremu mówił czyżyk młody, Masz teraz lepsze w klatce, niż w polu wygody; Tyś w niej zrodzon, rzekł stary, przeto ci wybaczę; Jam był wolny, dziś w klatce, i dla tego płaczę.
SmutnyFranciszek Karpiński

Do Justyny. Tęskność na wiosnę

Już tyle razy słońce wracało I blaskiem swoim dzień szczyci; A memu światłu cóż to się stało, Że mi dotychczas nie świéci? Już się i zboże do góry wzbiło, I ledwie nie kłos chce wydać; Całe się pole zazieleniło: Mojej pszenicy nie widać! Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni, Gaj mu się cały odzywa; Kłócą powietrze ptaszkowie leśni: A mój mi ptaszek nie śpiéwa! Już tyle kwiatów ziemia wydała Po onegdajszej powodzi! W różne się barwy łąka przybrała: A mój mi kwiatek nie wschodzi!
SmutnyCyprian Kamil Norwid

Larwa

Na śliskim bruku w Londynie, W mgle podksiężycowej, białej, Niejedna postać cię minie, Lecz ty ją wspomnisz struchlały. Czoło ma w cierniu czy w brudzie Rozeznać tego nie można; Poszepty z niebem o cudzie W wargach, czy piana bezbożna?... Rzekłbyś, że to Biblji księga, Zataczająca się w błocie, Po którą nikt już nie sięga, Iż nie czas myśleć o cnocie. Rozpacz i pieniądz — dwa słowa — Łyskają bielmem jej źrenic. Skąd idzie?... Sobie to chowa, Gdzie idzie?... Zapewne, gdzie nic!
SmutnyBolesław Leśmian

Dziewczyna

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie... Mówili o niej: „Łka, więc jest!” — I nic innego nie mówili, I przeżegnali cały świat, — i świat zadumał się w tej chwili... Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem? „O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!” — Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze. Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
SmutnyBolesław Leśmian

Dwoje ludzieńków

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie. Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania. Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny. A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie, Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie! Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie, Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie. I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu, Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu. Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
SmutnyAdam Mickiewicz

Rezygnacja

Nieszczęśliwy, kto próżno o wzajemność woła, Nieszczęśliwszy jest, kogo próżne serce nudzi. Lecz ten u mnie ze wszystkich nieszczęśliwszy ludzi, Kto nie kocha, że kochał, zapomnieć nie zdoła. Widząc jaskrawe oczy i bezwstydne czoła, Pamiątkami zatruwa rozkosz, co go łudzi; A jeśli wdzięk i cnota czucie w nim obudzi, Nie śmie z przekwitłem sercem iść do stóp anioła. Albo drugimi gardzi, albo siebie wini, Minie ziemiankę, z drogi ustąpi bogini, A na obie dwie patrząc, żegna się z nadzieją; I serce ma podobne do dawnej świątyni, Spustoszałej niepogód i czasów koleją, Gdzie bóstwo nie chce mieszkać, a ludzie nie śmieją.