Do Justyny. Tęskność na wiosnę
Już tyle razy słońce wracało I blaskiem swoim dzień szczyci; A memu światłu cóż to się stało, Że mi dotychczas nie świéci?
Już się i zboże do góry wzbiło, I ledwie nie kłos chce wydać; Całe się pole zazieleniło: Mojej pszenicy nie widać!
Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni, Gaj mu się cały odzywa; Kłócą powietrze ptaszkowie leśni: A mój mi ptaszek nie śpiéwa!
Już tyle kwiatów ziemia wydała Po onegdajszej powodzi! W różne się barwy łąka przybrała: A mój mi kwiatek nie wschodzi!
O wiosno, pókiż będę cię prosił, Gospodarz zewsząd stroskany? Jużem dość ziemię łzami urosił: Wróć mi urodzaj kochany!