Burza
Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei, Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki, Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki, Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei.
Wicher z tryumfem zawył, a na mokre góry Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu, Jak żołniérz szturmujący w połamane mury.
Ci leżą napół martwi, ów załamał dłonie, Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.
Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie I pomyślił: szczęśliwy kto siły postrada, Albo modlić się umié, lub ma s kim się żegnać.