Utwór Franciszka Karpińskiego „Do Justyny. Tęskność na wiosnę” otwiera obraz powracającego słońca, ale bardzo szybko okazuje się, że odnowa przyrody nie obejmuje człowieka. Tytuł zapowiada tęsknotę do Justyny, lecz w samym tekście imię to już nie pada: po adresatce zostaje puste miejsce, które wypełnia ból. Podmiot mówi o świecie budzącym się do życia i o sobie, który w tym świecie nie może odnaleźć własnej wiosny. To centralna myśl utworu — rozkwit natury potrafi spotęgować poczucie wewnętrznego braku, zamiast je ukoić.
Wiersz składa się z pięciu czterowersowych strof o rymach przeplatanych. Cztery pierwsze zwrotki zbudowane są według jednego wzoru: najpierw „Już…”, sygnał, że coś w przyrodzie dokonało się lub trwa, potem „A…”, sygnał, że świat podmiotu nie idzie za tym rytmem. Ten powtarzalny układ wzmacnia wrażenie oczekiwania, które ciągle kończy się tą samą konstatacją. Rymy w rodzaju „wracało–stało”, „szczyci–świeci” spajają poszczególne obrazy, a naprzemienność dłuższych i krótszych wersów nadaje całości śpiewną, niemal pieśniową frazę.
Obrazy wiosny są proste i zarazem bardzo konkretne: słońce, zboże, słowik, kwiaty. Każdy z nich należy do tradycyjnego repertuaru odradzającej się ziemi. U Karpińskiego wszystkie te znaki życia mają jednak swoje negatywne dopełnienie: światło „nie świéci”, pszenicy „nie widać”, ptaszek „nie śpiéwa”, kwiatek „nie wschodzi”. Kluczowe okazują się zaimki dzierżawcze — „memu światłu”, „mojej pszenicy”, „mój mi ptaszek”, „mój mi kwiatek” — bo przesuwają obrazy z dziedziny przyrody w dziedzinę uczuć. Justyna okazuje się światłem, zbożem, śpiewem i kwiatem: wszystkim, czego podmiotowi brakuje. Jej nieobecność zostaje więc wyrażona nie wprost, lecz przez metaforę nieurodzaju w środku urodzajnej pory.
Piąta zwrotka zmienia ton. Dotychczas podmiot relacjonował, teraz zwraca się bezpośrednio do wiosny: „O wiosno, pókiż będę cię prosił”. Nazywa siebie „gospodarzem zewsząd stroskanym”, jakby jego serce było polem, które nie wydaje plonu. Obraz łez ma tu podwójną funkcję: „Jużem dość ziemię łzami urosił” znaczy, że cierpienie trwa długo, ale także, że łzy zamiast użyźnić glebę, jedynie ją przemoczyły. Prośba „Wróć mi urodzaj kochany” łączy język gospodarski z językiem miłosnym: urodzaj to plon, ale i powrót uczucia, obecność Justyny. Wiosna staje się adresatką błagania, bo tylko ona zdaje się mieć moc przywracania życia — również cudzego.
Znaczenie utworu bierze się z jego prostoty i wewnętrznej dyscypliny. Karpiński nie opisuje rozpaczy wprost, lecz buduje ją z powtórzeń, kontrastów i konkretnych obrazów. To wrażliwość typowa dla poezji sentymentalnej: natura nie jest tu ozdobą, ale zwierciadłem uczuć i zarazem partnerką w cierpieniu. Dzięki regularnej, pieśniowej formie osobista tęsknota nabiera rysu uniwersalnego — każdy, kto przeżywał smutek w czasie cudzego rozkwitu, rozpozna w tych strofach własne poczucie bycia poza rytmem świata. Właśnie to napięcie między pełnią wiosny a pustką serca czyni wiersz wciąż poruszającym.