Zaprzeczenie bywa w liryce mocniejsze niż wyznanie. W utworze Adama Asnyka tytułowe zdanie „Między nami nic nie było” brzmi jak kategoryczne odrzucenie, lecz im dłużej trwa wiersz, tym wyraźniej widać, że mamy do czynienia z wyznaniem odwróconym: uczucie nie zostało nazwane, ale zostało pokazane przez wspólne przeżywanie wiosennego pejzażu. Mówiący nie wspomina zwierzeń ani wyznań, wylicza za to zapachy, kolory, dźwięki i obrazy, które okazują się jedyną — i wcale nie ubogą — formą porozumienia.
Kompozycyjnie utwór tworzą cztery czterowersowe strofy o regularnym, ośmiozgłoskowym rytmie trocheicznym i rymach krzyżowych. Ta miarowość nadaje wierszowi niemal śpiewny, kołyszący charakter. Rymy, na przykład „było – łączyło”, „blasków – lasków” czy „zdrojów – powojów”, budują wrażenie spójności i dźwiękowej harmonii, które współgra z obrazem wiosny. Najważniejszym chwytem porządkującym wypowiedź jest anafora: kolejne wyjątki zaczynają się od słowa „prócz”. Powstaje katalog, ale nie suchy — coraz bujniejszy i bardziej zmysłowy. Wiersz otwiera i zamyka ta sama linijka: „Między nami nic nie było!”. To klamra, która zmienia sens: najpierw „nic” jest zaprzeczeniem, po wyliczeniu zaś staje się ironicznie pojętą pełnią.
Obrazy natury odgrywają tu rolę języka emocji. „Wonie, barwy i blaski” przemawiają do węchu, wzroku i dotyku; „szumiące śpiewem laski” łączą dźwięk z ruchem; „świeża łąk zieleń” jest niemal namacalna. Dalej pojawiają się „kaskady i potoki, zraszające każdy parów” — woda ożywia krajobraz, podobnie jak „girlandy tęcz, obłoków” unoszą wzrok ku górze. Wszystko to są zjawiska ulotne, zmienne, wiosenne. Ich wyliczanie po słowie „prócz” sprawia, że wyjątki zaczynają dominować nad rzekomym „nic”. Szczególnie ważny jest przymiotnik „wspólnych” w wyrażeniu „wspólnych, jasnych zdrojów”: dopiero on ujawnia, że piękno było przeżywane razem. Metafora „serce zachwyt piło” dopełnia ten sens — serce gasi pragnienie w źródłach wspólnego zachwytu, a więc natura staje się pokarmem duchowym. Delikatne „pierwiosnki i powoje” wprowadzają ton czuły, niemal intymny; to kwiaty wiosenne, kruche, ale pełne życia, podobnie jak samo uczucie.
Napięcie między przeczeniem a treścią jest uderzające. „Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych!” — powtarza osoba mówiąca. Rzeczywiście, ani razu nie pada słowo „miłość”. Ale to, co przemilczane, powraca w każdej metaforze. Już w pierwszej strofie pojawia się epitet „zdradnych” przy „wiosennych marzeniach”: marzenia mogą zwodzić, obiecywać coś, co nie zostało spełnione. Dzięki temu sielanka nie jest jednoznaczna; pod powierzchnią wiosennej harmonii czuć lekki niepokój, świadomość, że to, co wspólne, pozostało bez nazwy i bez zobowiązania. Wiersz nie opowiada więc historii, lecz utrwala stan zawieszenia między zaprzeczeniem a pamięcią.
Znaczenie utworu płynie z umiejętności wyrażenia niewyrażalnego. Asnyk nie opisuje uczucia wprost; buduje je z negacji i wyjątków, z pejzażu i zmysłów. Im więcej rzeczy wymienia po słowie „prócz”, tym czytelniejsze staje się, że między dwojgiem ludzi „nic” to w istocie cały świat wspólnie widziany, słyszany i odczuwany. To liryka powściągliwa, a zarazem niezwykle zmysłowa — dowód, że natura może powiedzieć to, czego nie powiedziały usta.