Sonet Adama Mickiewicza «Pielgrzym» to studium rozdarcia między zmysłowym bogactwem Krymu a pamięcią o Litwie. Już pierwsze wersy ustawiają podmiot w sytuacji paradoksalnej: u stóp ma krainę dostatków i krasy, nad głową jasne niebo, obok piękne lice, a jednak serce ucieka w okolice dalekie i — co dobitnie podkreśla wtrącone „niestety!” — w jeszcze dalsze czasy. Tęsknota ma więc podwójny wymiar: nie chodzi wyłącznie o inną przestrzeń, lecz także o utracony czas, o poranek życia.
Kluczowa dla wiersza jest apostrofa „Litwo!”, która zamienia opis w intymne wyznanie. Krymskie piękno zostaje przywołane po to, by przegrać z litewskim krajobrazem: piały mi wdzięczniéj twe szumiące lasy niż słowiki Bajdaru, Salhiry dziewice. Porównanie jest zaskakujące, bo zestawia śpiew ptaków i urodę kobiet z szumem drzew, a mimo to wyżej stawia lasy. Podobnie działa zestawienie trzęsawic z rubinowymi morwami i złotymi ananasami. Epitety „rubinowe” i „złote” mienią się bogactwem, lecz deptanie błot litewskich dawało podmiotowi więcej radości niż egzotyczne owoce. Wartościowanie nie wynika tu z estetyki, tylko z emocji: to, co bliskie sercu, jest wdzięczniejsze i weselsze.
Forma sonetu wzmacnia to napięcie. Trzynastozgłoskowe wersy o rymach abba abba cdd cdc nadają całości symetrię, ale w tej harmonii pulsuje niepokój. Dwa czterowiersze rozwijają kontrast między „tu” a „tam”, między Krymem a Litwą, natomiast tercety kierują wzrok do wewnątrz. Pojawia się autoanaliza: Tak daleki! tak różna wabi mię ponęta. Podmiot sam ze zdziwieniem stwierdza, że pociąga go nie bliskość, lecz oddalenie. Powtórzone pytanie Dlaczegoż roztargniony wzdycham bezustanku spina pierwszą i trzecią strofę, a słowo „roztargniony” zdradza rozdwojenie: ciało przebywa w pięknym otoczeniu, duch jest w innym miejscu i czasie.
Ostatnia strofa łączy wątek ojczyźniany z miłosnym. Ukochana pozostaje w lubéj dziedzinie, która mi odjęta — w krainie zarazem bliskiej i niedostępnej. Wszystko wokół niej powiada o wiernym kochanku, a jednak podmiot nie wie, czy ona, depcząc świeże me ślady, jeszcze o nim pamięta. Obraz świeżych śladów jest przejmujący: sugeruje niedawną obecność, ale też nietrwałość i niepewność. Końcowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi, przez co wiersz nie daje ulgi — zostaje samo napięcie między pamięcią a zapomnieniem.
Na tym polega siła «Pielgrzyma»: nie opowiada on o podziwianiu obcej krainy, lecz o niemożności zamieszkania w pięknie, gdy serce należy do utraconego świata. Tytułowy pielgrzym to nie turysta, ale ktoś w drodze, kto nawet wśród dostatku pozostaje wygnańcem. Egzotyka Krymu jest tu tylko błyszczącym tłem, które odsłania romantyczną prawdę: pamięć i tęsknota potrafią być silniejsze niż zmysłowy zachwyt.