Dwaj lokatorzy jednego domu to niemal gotowa komedia charakterów. Paweł na górze, Gaweł na dole — pierwszy „spokojny, nie wadził nikomu”, drugi „najdziksze wymyślał swawole”. Od razu widać, że wiersz nie zmierza do filozoficznej refleksji, lecz do zderzenia dwóch postaw: cierpliwej i samolubnej. Gaweł urządza w swoim pokoju polowanie: „To pies, to zając — między stoły, stołki / Gonił, uciekał, wywracał koziołki, / Strzelał i trąbił i krzyczał do znoju”. Ten ruchliwy, hałaśliwy obraz nie tylko bawi, ale też pokazuje, że zabawa jednego staje się udręką drugiego.
Paweł długo znosi hałas, ale w końcu schodzi i prosi „w pokorze”: „Zmiłuj się Waćpan, poluj ciszej nieco, / Bo mi na górze szyby z okien lecą”. W tej prośbie komiczne jest to, że szkoda jest bardzo konkretna: nie chodzi tylko o spokój, ale o szyby. Odpowiedź Gawła brzmi jak przysłowie: „Wolnoć Tomku / W swoim domku”. To stwierdzenie ma pozór zdrowego rozsądku — każdy we własnym domu może robić, co chce. Tyle że Gaweł używa go do obrony krzyku, który dosłownie wstrząsa cudzą podłogą i oknami. Paweł nie dyskutuje: „ani pisnął, / Wrócił do siebie i czapkę nacisnął”. Ten niby drobny gest zdradza, że cisza nie jest rezygnacją, lecz zapowiedzią odwetu.
Odwet jest mistrzowski w swojej absurdalnej symetrii. Nazajutrz Gaweł budzi się, bo z powały coś mu kapie na nos. „Stuk! puk! zamknięte” — dwie krótkie sylaby oddają zaskoczenie i zamkniętą drogę. Gdy spogląda przez dziurę, widzi pokój całkiem w wodzie, a Pawła z wędką siedzącego na komodzie. Paweł spokojnie łowi ryby, choć to wnętrze, nie jezioro. To lustrzane odwrócenie pokojowego polowania Gawła: jeden robił z pokoju las, drugi robi z pokoju wodę. Teraz Gaweł woła: „Ależ Mospanie, mnie kapie po głowie”, i słyszy dokładnie to samo: „Wolnoć Tomku / W swoim domku”. Powtórzenie tej frazy pokazuje, że zasada, którą Gaweł uznał za wygodną dla siebie, obraca się przeciw niemu.
Konstrukcja wiersza podkreśla tę symetrię. Narrację prowadzi jedenastozgłoskowiec, toczący się wartko jak opowieść, z cezurą po piątej sylabie; z niego wyłamuje się krótki, zapamiętywalny refren „Wolnoć Tomku / W swoim domku”. Rymy — często dokładne i proste, na przykład „Tomku–domku”, „stołki–koziołki”, „może–pokorze” — ułatwiają zapamiętanie. Dialogi nie są ozdobnikiem: to one popychają akcję i odsłaniają charaktery. Słownictwo łączy zwykłą codzienność z archaicznym tonem („Waćpan”, „Mospanie”, „swawole”), przez co scena zyskuje lekko staroświecki, komediowy wdzięk. Wyraziste rekwizyty — wędka, komoda, szyby, kapiąca woda — sprawiają, że morał nie wisi w próżni, lecz wynika z konkretnego, wręcz filmowego obrazka.
Centralna myśl zostaje wypowiedziana wprost: „Jak ty komu, tak on tobie”. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o zemstę. Wiersz pokazuje, że życie we wspólnym domu — a szerzej: w każdej wspólnocie — wymaga wyobraźni i uwzględniania drugiego człowieka. Absolutna wolność jednego, pozbawiona granic, prędzej czy później zalewa sąsiada. Fredro nie prawi kazań, lecz inscenizuje małą komedię pomyłek, w której przysłowie staje się pułapką. Właśnie ta równowaga między żartem a przestrogą sprawia, że „Paweł i Gaweł” pozostaje utworem żywym: bawi kolejne pokolenia, a jednocześnie uczy zasady wzajemności w formie najprostszej z możliwych — mokrej lekcji.