Dwoje ludzieńków — Analiza wiersza

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny.

A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie, Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie, Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu, Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga, By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata, By powrócić na ziemię, — lecz nie było już świata.

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

«Dwoje ludzieńków» to ballada o miłości, która nie zdążyła się spełnić, i o tym, że jej śmierć pociąga za sobą zniknięcie Boga i świata. Leśmian opowiada historię dwojga tytułowych „ludzieńków” — zdrobniała, niemal baśniowa forma podkreśla ich kruchość i bezradność wobec losu. Pierwsze miłosne wyznanie w ogrodzie, szept, który powinien łączyć, staje się paradoksalnie „przymusem do nagłego rozstania”. Centralna myśl utworu nie polega tylko na żalu po stracie: pokazuje, że dla kochanków, którzy zbyt długo czekali, wraz z miłością rozpada się cała rzeczywistość. Najpierw „już miłości nie było”, potem „nie było już Boga”, a w końcu „nie było już świata”. To stopniowe unicestwienie nadaje wierszowi wymiar metafizyczny.

Utwór ma regularną, balladową budowę: długie, płynne wersy łączą się w rymowane pary, a rytm niesie opowieść niemal jak ludowa pieśń. Już pierwszy obraz — pieśń „wyłkana w żałobie” — wprowadza ton skargi; neologizm „wyłkana” brzmi jak skrzyżowanie łkania i tkania, jakby pieśń była utkana z szlochu. Cała historia zawiera się w krótkich, kontrastowych ujęciach: ogród i rozstanie, czas, który upływa „bezpowrotny, jedyny”, dłonie wyciągnięte „po kwiecie”, po czym nagła choroba, jawor, pod którym stoją dwa łóżka i dwa cienie. Powtórzenie słowa „jawor” trzykrotnie tworzy refren żałobny; podwójne obrazy — dwoje, dwa łóżka, dwa cienie — stale przypominają, że są razem tylko w samotności i śmierci.

W drugiej części wiersza ton staje się coraz bardziej dosadny. Zmarli „bez pieszczoty, bez grzechu, bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu” — wyliczenie z anaforycznym „bez” podkreśla całkowitą pustkę ich miłości, która nie zdążyła zaznać ani grzechu, ani radości. Czerwień ust gaśnie „w zimnym śmierci fiolecie”, a porównanie „jak nikt dotąd na świecie” wyolbrzymia ich cierpienie do rozmiarów absolutnych. To nie jest zwykła śmierć zakochanych; to śmierć miłości jako siły, która miała trwać dłużej niż ciało.

Ostatnie cztery wersy tworzą kulminację. Kochankowie „chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą”, lecz miłość okazała się śmiertelna. Klęczą „spóźnieni u niedoli swej proga” i modlą się o wszystko, ale Boga już nie ma. Gdy próbują wrócić na ziemię, okazuje się, że i świata nie ma. Leśmian nie mówi wprost, czy to oni utracili wiarę, czy świat naprawdę przestał istnieć — ta dwuznaczność wzmacnia wymowę: dla tych, którzy przegapili miłość, żadna transcendencja nie daje schronienia.

Wiersz jest znaczący, ponieważ łączy ludową, niemal naiwną narrację z radykalną myślą egzystencjalną. Zdrobniałe „ludzieńki” budzą czułość, lecz zarazem pokazują, jak niewiele znaczy człowiek wobec czasu i przypadku. Miłość nie jest tu sentymentalnym uczuciem, lecz fundamentem istnienia; gdy ginie, nie zostaje nic. Dzięki muzycznym powtórzeniom, neologizmom i konsekwentnie budowanej gradacji — od miłości przez Boga do świata — Leśmian zamienia prostą opowieść o dwojgu kochankach w przejmującą przypowieść o nieodwracalności czasu i absolutnej cenie utraconej bliskości.

Read also

More by Bolesław Leśmian

All poems
SadBolesław Leśmian

Dziewczyna

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
DreamyBolesław Leśmian

Wieczór

Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza, Zetknięte z niebem, co życie, gasnące Pod barw przymusem, — w głąb marzeń przedłuża,
CheerfulBolesław Leśmian

Zmory wiosenne

Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas... Oto jej włos rozwiany, a oto — szum i las! Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach — mgłach, A piersi jej rozpiera majowy, cudny strach!