Leśmian opowiada historię dwojga drobnych, niemal baśniowych kochanków, których pierwsze wyznanie zamiast zbliżyć, prowadzi do rozstania. Już od pierwszego wersu słychać, że podmiot nosi w duszy pieśń wyłkaną w żałobie, więc cała opowieść brzmi jak cicha skarga na los. Gdy kochankowie wreszcie się spotykają, zapadają na śmiertelną chorobę i umierają pod jaworem — bez pieszczoty, uśmiechu, spełnienia. Ich czerwień ust gaśnie, a smutek nie kończy się na śmierci. Za grobem okazuje się, że miłość umarła, nie ma Boga, a świat, do którego chcieliby wrócić, również zniknął. Zdrobnienie w tytule podkreśla bezbronność bohaterów wobec czasu i losu. Całość ma nastrój melancholijnej ballady o kruchości uczucia i o tym, że spóźnienie bywa nieodwracalne. Wszystko tu blednie i gaśnie, jakby miłość dwojga ludzi niosła zapowiedź końca całej rzeczywistości.
Dwoje ludzieńków — Streszczenie
Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.
Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.
Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny.
A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie, Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie, Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.
I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu, Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.
Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, Ale miłość umarła, już miłości nie było.
I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga, By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.
Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata, By powrócić na ziemię, — lecz nie było już świata.