W malinowym chruśniaku — Analiza wiersza

W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś naoślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całem niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którem okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu, A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Malinowy chruśniak staje się u Bolesława Leśmiana przestrzenią schowaną przed ciekawym wzrokiem, w której dwoje ludzi spędza długie godziny, zrywając owoce. To, co zaczyna się jako wspólne zbieranie malin, przechodzi w scenę pierwszej, zaskakującej bliskości. Wiersz mówi o tym, że natura nie jest tu dekoracją, lecz współuczestniczką erotycznego wtajemniczenia: zapach owoców, ich sok i ciepło ciała przenikają się, a granica między zmysłowym światem roślin a dotykiem drugiego człowieka stopniowo zanika.

Kompozycyjnie utwór składa się z pięciu czterowersowych strof o rymach okalających. Ten kołowy układ rymów współgra z powracającą myślą o pieszczocie, która sama siebie nie rozumie i wciąż chce się powtarzać. Regularny trzynastozgłoskowiec wyznacza spokojny, niemal hipnotyczny rytm, a zarazem pomieścić może tak różne jakości, jak basowe huczenie bąka i szept kochanków. Już w początkowych wersach uwagę zwraca słownictwo niejednoznaczne: „zapodziani po głowy” to więcej niż ukryci — to zagubieni, schowani tak, że świat ich nie widzi; palce „naoślep skrwawione” sokiem malin łączą zbieranie owoców z czymś bolesnym i cielesnym. Owoce zostają nazwane „narzędziem pieszczoty”, a to zaskakujące określenie każe widzieć w zwykłych malinach pośredniczki pierwszej bliskości.

Obrazowanie wiersza jest gęste i dalekie od sielanki. Bąk złośnik huczy, jakby straszył kwiaty, liść chory wygrzewa rdzawe guzy, złachmaniałe pajęczyny skrzą się niczym wisior, a kosmaty żuk idzie tyłem na grzbiecie. Ta przyroda jest żywa, niepokojąca i nieoswojona — podobnie jak samo pożądanie. W takim otoczeniu zapach malin staje się duszny, a szept „nacicha” w ich woni. Kluczowy gest rozgrywa się przy podawaniu owoców: mężczyzna wargami wygarnia maliny z dłoni kobiety i czuje, że owoce są już przepojone wonią jej ciała. Zmysł smaku i zapachu, owoc i skóra, głód i czułość — wszystko zlewa się w jednym geście.

Przełom nadchodzi w ostatniej strofie, opisany jako nieuchwytne „okamgnienie”. Mówiący wyznaje, że nie wie, jak do tego doszło: kobieta dotyka wargą spoconego czoła, on porywa jej dłonie, ona oddaje je „w skupieniu”. Chruśniak malinowy nie znika — „trwał wciąż dookoła”. Ta stałość otoczenia nadaje chwili rangę małego, intymnego rytuału. Pierwsza pieszczota jest tu „zdziwiona” sama sobą, nie zna innych upojeń „w całem niebie” i chce się powtarzać „dla własnej dziwoty”. Właśnie to słowo — „dziwota” — podkreśla, że miłosne olśnienie jest najpierw zdumieniem, a nie wyznaniem.

Znaczenie wiersza bierze się z konsekwencji, z jaką Leśmian zastępuje opis uczuć językiem zmysłów. Nie ma tu wielkich deklaracji ani sentymentalnych uniesień; jest duszny zapach, krew soku, pot czoła i dotyk warg. Dzięki niezwykłym formom językowym utwór nie tyle opowiada o bliskości, ile odtwarza stan oszołomienia, w którym ciało, roślina i słowo mówią jednym głosem. To jeden z tych liryków, w których miłość objawia się nie w wielkich słowach, lecz w drobnym geście i w gęstym od zapachów powietrzu.

Read also

More by Bolesław Leśmian

All poems
SadBolesław Leśmian

Dziewczyna

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
DreamyBolesław Leśmian

Wieczór

Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza, Zetknięte z niebem, co życie, gasnące Pod barw przymusem, — w głąb marzeń przedłuża,
CheerfulBolesław Leśmian

Zmory wiosenne

Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas... Oto jej włos rozwiany, a oto — szum i las! Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach — mgłach, A piersi jej rozpiera majowy, cudny strach!