To liryczne wspomnienie letniego spotkania dwojga ludzi ukrytych w malinowej gęstwinie. Zbierają owoce z dala od ciekawskich spojrzeń; czas niemal staje w miejscu, a świat wokół wypełniają drobne, intensywne zjawiska: buczenie bąka, chory liść wygrzewający się na słońcu, skrzące się pajęczyny, kosmaty żuk idący tyłem. W tej dusznej, pachnącej malinami przestrzeni rodzi się pierwsza zmysłowa bliskość. Dotyk, szept i podawanie owoców z dłoni do ust stają się nieśmiałą pieszczotą, a maliny zamieniają się w narzędzie miłosnego wtajemniczenia. Mówiący czuje czułość i pożądanie, ale nie nazywa ich wprost; ważniejsza jest ulotna chwila zdziwienia. Nie potrafi racjonalnie wyjaśnić, kiedy nastąpił przełom: dziewczyna dotyka wargą jego spoconego czoła, on porywa jej dłonie, a ona oddaje je w skupieniu. Pozostaje powtarzalność pierwszej bliskości i poczucie, że malinowy chruśniak trwa wokół jak odurzający, zamknięty świat. Upał, zapach owoców i napięcie między dwojgiem ludzi tworzą nastrój senny i zmysłowy.
W malinowym chruśniaku — Streszczenie
W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś naoślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całem niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którem okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu, A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła.