Bohater wiersza wraca z miejsca, w którym ludzie umierają z głodu. Widział izby o trumiennym wnętrzu, omal nie spadł ze schodów, uratował się, chwytając spróchniałą belkę z gwoździem tkwiącym jak w ramionach krzyża. Wychodzi cało, ale unosi tylko pół serca i ledwie ślad wesołości; tłum wydaje mu się bydlęcym targiem, a świat budzi wstręt. To doświadczenie zostaje w nim jak drzazga; nie znajduje dla siebie miejsca ani wśród cierpiących, ani w salonie. Zaraz potem ma iść do pięknie przyjmującej baronowej, siedzącej na atłasowej kanapie. Wyobraża sobie, że gdyby powiedział prawdę, pękłoby zwierciadło, kandelabry skrzywiłyby się na realizm, a papugi z plafonu wołałyby: „Socjalizm”. Dlatego usiądzie z kapeluszem w ręku, potem go odstawi i wróci po zabawie jako milczący faryzeusz. Jego milczenie nie jest spokojem, lecz rodzajem rezygnacji. Całość ma gorzki ton: pokazuje rozdarcie między współczuciem wobec nędzy a konwenansem, który nakazuje milczeć.
Nerwy — Streszczenie
Byłem wczora w miejscu, gdzie mrą z głodu, Trumienne izb oglądałem wnętrze; Noga powinęła mi się u schodu Na nieobrachowanem piętrze.
Musiał to być cud — cud to był, Że chwyciłem się belki spróchniałej... (A gwóźdź w niej tkwił. Jak w ramionach krzyża!...) — uszedłem cały!
Lecz uniosłem pół serca, nie więcej, Wesołości — zaledwo ślad! Pominąłem tłum, jak targ bydlęcy, Obmierzł mi świat.
Muszę dziś pójść do pani baronowej, Która przyjmuje bardzo pięknie, Siedząc na kanapce atłasowej. Cóż powiem jej?
...Zwierciadło pęknie, Kandelabry się skrzywią na realizm, I wymalowane papugi Na plafonie, jak długi, Z dzioba w dziób zawołają: «Socjalizm».
Dlatego usiądę z kapeluszem W ręku, a potem go postawię I wrócę milczącym faryzeuszem Po zabawie.