Z Tatr — Streszczenie

Taki tam spokój... Na gór zbocza Światła się zlewa mgła przezrocza, Nad senną zieleń gór.

Szumiący zdala wśród kamieni, W słońcu się potok skrzy i mieni W srebrno-tęczowy sznur.

Ciemno-zielony w mgle złocistej Wśród ciszy drzemie uroczystej Głuchy, smrekowy las.

Na jasnych, bujnych traw pościeli, Pod słońce się gdzieniegdzie bieli W zieleni martwy głaz.

O ścianie nagiej, szarej, stromej, Spiętrzone wkoło skał rozłomy W świetlnych zasnęły mgłach.

Ponad doliną się rozwiesza Srebrzysto-turkusowa cisza Nieba w słonecznych skrach.

Patrzę ze szczytu w dół: pode mną Przepaść rozwarła paszczę ciemną — Patrzę w dolinę, w dal:

I jakaś dziwna mię pochwyca Bez brzegu i bez dna tęsknica, Niewysłowiony żal...

Vis hele digtetSkjul digtet

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Krajobraz górski jawi się jako przestrzeń sennej harmonii: mgły zlewają się ze zboczami, potok skrzy się jak srebrno-tęczowy sznur, a ciemnozielony smrekowy las drzemie w złocistej mgle. Wszystko wydaje się nieruchome, ciche, zanurzone w świetle i spokoju — nawet martwe głazy i strome skalne ściany wtapiają się w tę pogodną całość, nad którą wisi srebrzysto-turkusowa cisza nieba. To obraz statyczny, niemal oniryczny, w którym czas jakby się zatrzymał.

Jednak patrząc ze szczytu w dół, w ciemną paszczę przepaści i w dal, osoba mówiąca przeżywa nagły przełom: zamiast ukojenia przychodzi bezbrzeżna tęsknica i niewysłowiony żal. Piękno gór nie daje więc prostego pocieszenia — budzi poczucie czegoś ogromnego, nieuchwytnego, wobec czego człowiek czuje się mały. Nastrój jest kontemplacyjny, lecz podszyty melancholią i niepokojem, jakby majestat przyrody otwierał wewnętrzną pustkę albo pragnienie, którego nie da się nazwać. Dlatego obraz gór staje się tu lustrem wewnętrznego niepokoju.

Læs også

Mere af Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Alle digte
RomantiskKazimierz Przerwa-Tetmajer

Lubię, kiedy kobieta

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, Kiedy w lubieżnem zwisa przez ramię przegięciu, Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie, I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.
DrømmendeKazimierz Przerwa-Tetmajer

W lesie

Wolno i sennie chodzą Po jasnem tle błękitu Złocisto-białe chmurki Z połyskiem aksamitu.
ÆngsteligKazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?