Kazimierz Przerwa-Tetmajer pisze o pragnieniu, które przekracza zwykłą zmysłowość. Mówiący nie chce tylko fizycznego upojenia; zbliżając usta do ust ukochanej, szuka chwili, w której myśl omdlewa, a wraz z nią znika pamięć, lęk, może cała świadomość. Największą rozkoszą okazuje się nie namiętność sama w sobie, lecz zapomnienie.
Po uścisku czuje jednak rozczarowanie: zmysły są zmęczone, a on już się obudził. Żałuje, że serce nie pękło mu w kulminacyjnym momencie. W ostatnich słowach nazywa śmierć błogosławioną, gdy przychodzi zaraz po spełnieniu najgorętszego pragnienia — zanim pojawi się przesyt i zanim człowiek znów zapragnie więcej. Nastrój jest ekstatyczny, ale i melancholijny: rozkosz splata się tu z tęsknotą za całkowitym zatrzymaniem chwili.