Ja, kiedy usta — Streszczenie

Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę Nie samych zmysłów szukam upojenia, Ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę, Chcę czuć najwyższą rozkosz — zapomnienia...

Namiętny uścisk zmysły moje strudził — — Czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą? Mnie tylko żal jest, żem się już obudził, I że mi serce przed chwilą nie pękło.

Błogosławiona śmierć, gdy się posiada Czego się pragnie nad wszystko goręcej, Nim twarz przesytu pojawi się blada, Nim się zażąda i znowu i więcej...

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer pisze o pragnieniu, które przekracza zwykłą zmysłowość. Mówiący nie chce tylko fizycznego upojenia; zbliżając usta do ust ukochanej, szuka chwili, w której myśl omdlewa, a wraz z nią znika pamięć, lęk, może cała świadomość. Największą rozkoszą okazuje się nie namiętność sama w sobie, lecz zapomnienie.

Po uścisku czuje jednak rozczarowanie: zmysły są zmęczone, a on już się obudził. Żałuje, że serce nie pękło mu w kulminacyjnym momencie. W ostatnich słowach nazywa śmierć błogosławioną, gdy przychodzi zaraz po spełnieniu najgorętszego pragnienia — zanim pojawi się przesyt i zanim człowiek znów zapragnie więcej. Nastrój jest ekstatyczny, ale i melancholijny: rozkosz splata się tu z tęsknotą za całkowitym zatrzymaniem chwili.

Read also

More by Kazimierz Przerwa-Tetmajer

All poems
SadKazimierz Przerwa-Tetmajer

Nie wierzę w nic

Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie.
AnxiousKazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?
DreamyKazimierz Przerwa-Tetmajer

Z Tatr

Taki tam spokój... Na gór zbocza Światła się zlewa mgła przezrocza, Nad senną zieleń gór. Szumiący zdala wśród kamieni,