Sonet przenosi nas na górską ścieżkę nad urwiskiem w Czufut-Kale. Mówca ostrzega towarzysza: trzeba zmówić pacierz, puścić wodze i odwrócić twarz, bo nad przepaścią rozum jeźdźca musi ustąpić instynktowi konia. Koń ostrożnie mierzy wzrokiem głębię, klęka i kopytem trzyma się krawędzi, zanim zawisną nad otchłanią. Najgroźniejsze okazuje się jednak patrzenie w dół i puszczanie tam myśli. Wzrok czy myśl spadają jak kotwica rzucona z małej łodzi: nie sięgają dna, za to przechylają łódź w otchłań chaosu. Mimo ostrzeżeń mówca w końcu wyznaje, że sam spojrzał przez „świata szczeliny”. To, co zobaczył, może opowiedzieć dopiero po śmierci, bo nie ma na to słów w języku żywych. Całość tworzy nastrój zawrotu głowy, grozy i tajemnicy, w której przepaść staje się progiem czegoś niewyrażalnego.
Droga nad przepaścią w Czufut-Kale — Streszczenie
Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica: Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza. Dzielny koń! Patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza, Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca,
I zawisnął... Tam nie patrz! Tam spadła źrenica, Jak w studni Al-Kairu o dno nie uderza. I ręką tam nie wskazuj: nie masz u rąk pierza: I myśli tam nie puszczaj: bo myśl jak kotwica,
Z łodzi drobnej ciśniona w niezmierność głębiny, Piorunem spadnie, morza do dna nie przewierci, I łódź z sobą przechyli w otchłanie chaosu...
Mirzo, a ja spojrzałem! Przez świata szczeliny Tam widziałem... Com widział, opowiem — po śmierci; Bo w żyjących języku niema na to głosu.