Adam Mickiewicz czyni bohatera «Rozmowy» człowiekiem, który zamiast znajdować w słowach ulgę, przeżywa ich klęskę. Już pierwsze pytanie — «Kochanko moja! na co nam rozmowa?» — stawia pod znakiem zapytania sam sens mówienia. Ukochana jest blisko, uczucie wydaje się gotowe, a przecież nie może przelać się wprost z duszy do duszy. To stały motyw wiersza: miłość istnieje jako pełnia, ale język rozbija ją na części, zmusza do rozdrabniania na słowa. Te słowa, zanim dobiegną do słuchu i serca, «w ustach wietrzeją, na powietrzu stygną». Obraz stygnącego oddechu jest bardzo cielesny — słowo rodzi się w gorącym wnętrzu, lecz po drodze traci temperaturę i przestaje być żywe.
Druga strofa pogłębia to rozdarcie. Bohater woła «Kocham, ach! kocham, po sto razy», ale każde powtórzenie brzmi jak bezradne uderzanie w mur. Ukochana nie odbiera w tych dźwiękach miłości; smuci się i gniewa, że kochania nie da się «dosyć wymówić, wyrazić, wyśpiewać». Zaimek «dosyć» jest tu kluczowy: nie chodzi o brak uczucia, lecz o to, że żadna ilość słów nie wystarczy. Mówiący porównuje się do człowieka w letargu, który nie umie «wydać znaku życia» i dlatego zbliża się do grobu. Miłość domaga się jakiegoś dowodu, a język okazuje się zbyt słabym pulsem. Groźba śmierci nie jest oczywiście dosłowna — to raczej śmierć porozumienia, zanik tego, co między dwojgiem ludzi najważniejsze.
W trzeciej strofie następuje zwrot ku ciału. Zmęczone usta, «strudzone daremnem użyciem», przestają być narzędziem mowy i stają się narzędziem dotyku. Bohater nie chce już mówić; chce swoje usta «stopić» z ustami ukochanej. Czasownik «stopić» wygrywa tu z wcześniejszym «stygnąć»: to, co słowo oziębia, pocałunek może na powrót rozgrzać i połączyć. Zamiast zdań mają rozmawiać «serce biciem», «westchnieniami» i «całowaniami». To nieme znaki, które nie rozdzielają uczucia na znaczenia, lecz niosą je wprost, ciałem i rytmem. W ostatnich wersach skala czasu rośnie: godziny, dni, lata, aż po koniec świata i poza niego. Anaforyczne «i» — «I chcę rozmawiać», «I tak rozmawiać» — budują wrażenie rosnącego pragnienia, które nie chce się skończyć. Miłość chce trwać dłużej niż język, dłużej niż świat, i dlatego potrzebuje mowy, która nie zależy od słów.
Forma wiersza podkreśla to napięcie między porządkiem a ekspresją. «Rozmowa» ma trzy sześciowersowe strofy i regularny jedenastozgłoskowiec; w pierwszej zwrotce rymy układają się okalająco, w kolejnych przeplatają się, a każdą strofę zamyka wyrazisty rym parzysty. Ta regularność nadaje wypowiedzi muzyczność, niemal modlitewny rytm. Równocześnie wykrzyknienia, pytania i pauzy — «Kocham, ach! kocham» — rozbijają gładką powierzchnię wiersza, jakby uczucie próbowało uciec z rygoru składni. Zamykające strofę pary rymowe brzmią jak próba znalezienia zgody, ale dopiero w trzeciej zwrotce ta zgoda dokonuje się przez dotyk, nie przez argument.
Siła utworu bierze się z paradoksu: Mickiewicz pisze o tym, że miłość wymyka się słowom, a zarazem sam układa z tych słów wiersz, który ma moc wzruszać. Mówienie o niemocy mówienia okazuje się tu źródłem lirycznego napięcia. «Rozmowa» nie jest więc tylko skargą zakochanego; jest refleksją nad tym, ile z naszych uczuć gubi się po drodze między jednym sercem a drugim i jak bardzo ciało bywa mądrzejsze od języka, gdy trzeba wypowiedzieć miłość aż po końcu świata.