Pięć strof «Końca wieku XIX» układa się w gorączkowy spór człowieka z samym sobą. Pytanie nie dotyczy jednego wydarzenia, lecz samej możliwości obrony przed złem. Tetmajer sprawdza kolejne postawy: przekleństwo, ironię, wzgardę, rozpacz, walkę, rezygnację, wiarę w byt przyszły i użycie. Żadna nie wytrzymuje próby. Centralna myśl utworu jest więc gorzka: człowiek schyłku stulecia, który „wszystko wie”, nie ma już tarczy, a jego wiedza nie daje żadnego oparcia.
Regularny trzynastozgłoskowiec ze średniówką po siódmej sylabie i okalającymi rymami nadaje temu spiętrzeniu pytań powściągliwą, niemal dyscyplinującą ramę. Każda z pierwszych czterech strof zestawia dwie propozycje, wprowadzone urywanym słowem z pytajnikiem i wielokropkiem: „Przekleństwo?...”, „Ironia?...”, „Wzgarda...”, „Rozpacz?...” Po każdej następuje natychmiastowe „lecz”, które odbiera złudzenie. Dzięki temu wiersz nie tyle opisuje kryzys, ile go inscenizuje: pytanie zderza się z kontrargumentem, kolejne drzwi się zamykają. Dopiero piąta strofa porzuca ten mechanizm. Zamiast następnej możliwości pojawia się pytanie o to, co zostało, i wreszcie obraz niemej, zwieszonej głowy.
Siła utworu bierze się z obrazowania. Przekleństwo zostaje przypisane „dzikiemu”, który złorzeczy bogu ukrytemu w przestworzu – to gest pierwotny, niemal bezradny. Ironia okazuje się słabsza od „ironii biegu najzwyklejszych rzeczy”, jakby samo życie kpiło z człowieka skuteczniej niż jakiekolwiek szyderstwo. Wzgarda to postawa „głupiego”, który gardzi ciężarem, bo nie umie go unieść. Rozpacz przywołuje skorpiona zabijającego się w ogniu – gest samozniszczenia, tyleż dramatyczny, co bezsilny. Walka zostaje sprowadzona do obrazu mrówki rzuconej na szyny, która nie może zatrzymać pociągu. Rezygnacja porównana jest do schylania głowy pod nóż gilotyny: poddanie wcale nie zmniejsza cierpienia. Nawet byt przyszły okazuje się nieprzeniknioną zagadką gwiazd i zgasłych słońc, a użycie nie daje spełnienia, bo „w duszy jest zawsze coś na dnie”. Te obrazy odsłaniają wspólną prawdę: człowiek w każdej z tych postaw jest za mały wobec sił, które go przerastają.
W finale kluczowe stają się słowa „wiemy”, „wiar”, „tarcza” i „niemy”. „My, co wszystko wiemy” – to sformułowanie pełne gorzkiej ironii, bo wiedza odebrała dawnym wiarom moc, ale nie dała w zamian żadnej obrony. Pytanie „jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza” brzmi jak wyzwanie rzucone człowiekowi z końca wieku. Zło zostaje wyobrażone jako włócznia, a więc coś, co atakuje z dystansu i przeszywa; człowiek nie ma czym zasłonić piersi. Odpowiedzią nie jest żadne słowo, lecz gest: „Głowę zwiesił niemy”. Ostatnie słowo „niemy” staje się tu odpowiedzią – zamyka wiersz milczeniem, nie pocieszeniem, buntem ani rozpaczą, lecz wyczerpaniem.
Dlatego utwór ma znaczenie wykraczające poza epokę. Nie daje gotowej diagnozy ani lekarstwa, lecz pokazuje moment, w którym stare wiary przestały wystarczać, a nowych jeszcze nie ma. Zamiast fałszywego optymizmu Tetmajer wybiera prawdę o niemocy. Ta bezkompromisowość czyni z «Końca wieku XIX» przejmujące świadectwo duchowego impasu, który pozostaje wyraźny także wtedy, gdy patrzy na niego inny wiek.