Koniec wieku XIX — Analiza wiersza

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?

Wzgarda... Lecz tylko głupi gardzi tym ciężarem, Którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona. Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona, Co się zabija, kiedy otoczą go żarem?

Walka?... Ale czyż mrówka rzucona na szyny Może walczyć z pociągiem, nadchodzącym w pędzie, Rezygnacya?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie, Gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny?

Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda, Kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?

Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie, Co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy, Dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza? Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza Człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy.

Mostrar el poema completoOcultar el poema

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Pięć strof «Końca wieku XIX» układa się w gorączkowy spór człowieka z samym sobą. Pytanie nie dotyczy jednego wydarzenia, lecz samej możliwości obrony przed złem. Tetmajer sprawdza kolejne postawy: przekleństwo, ironię, wzgardę, rozpacz, walkę, rezygnację, wiarę w byt przyszły i użycie. Żadna nie wytrzymuje próby. Centralna myśl utworu jest więc gorzka: człowiek schyłku stulecia, który „wszystko wie”, nie ma już tarczy, a jego wiedza nie daje żadnego oparcia.

Regularny trzynastozgłoskowiec ze średniówką po siódmej sylabie i okalającymi rymami nadaje temu spiętrzeniu pytań powściągliwą, niemal dyscyplinującą ramę. Każda z pierwszych czterech strof zestawia dwie propozycje, wprowadzone urywanym słowem z pytajnikiem i wielokropkiem: „Przekleństwo?...”, „Ironia?...”, „Wzgarda...”, „Rozpacz?...” Po każdej następuje natychmiastowe „lecz”, które odbiera złudzenie. Dzięki temu wiersz nie tyle opisuje kryzys, ile go inscenizuje: pytanie zderza się z kontrargumentem, kolejne drzwi się zamykają. Dopiero piąta strofa porzuca ten mechanizm. Zamiast następnej możliwości pojawia się pytanie o to, co zostało, i wreszcie obraz niemej, zwieszonej głowy.

Siła utworu bierze się z obrazowania. Przekleństwo zostaje przypisane „dzikiemu”, który złorzeczy bogu ukrytemu w przestworzu – to gest pierwotny, niemal bezradny. Ironia okazuje się słabsza od „ironii biegu najzwyklejszych rzeczy”, jakby samo życie kpiło z człowieka skuteczniej niż jakiekolwiek szyderstwo. Wzgarda to postawa „głupiego”, który gardzi ciężarem, bo nie umie go unieść. Rozpacz przywołuje skorpiona zabijającego się w ogniu – gest samozniszczenia, tyleż dramatyczny, co bezsilny. Walka zostaje sprowadzona do obrazu mrówki rzuconej na szyny, która nie może zatrzymać pociągu. Rezygnacja porównana jest do schylania głowy pod nóż gilotyny: poddanie wcale nie zmniejsza cierpienia. Nawet byt przyszły okazuje się nieprzeniknioną zagadką gwiazd i zgasłych słońc, a użycie nie daje spełnienia, bo „w duszy jest zawsze coś na dnie”. Te obrazy odsłaniają wspólną prawdę: człowiek w każdej z tych postaw jest za mały wobec sił, które go przerastają.

W finale kluczowe stają się słowa „wiemy”, „wiar”, „tarcza” i „niemy”. „My, co wszystko wiemy” – to sformułowanie pełne gorzkiej ironii, bo wiedza odebrała dawnym wiarom moc, ale nie dała w zamian żadnej obrony. Pytanie „jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza” brzmi jak wyzwanie rzucone człowiekowi z końca wieku. Zło zostaje wyobrażone jako włócznia, a więc coś, co atakuje z dystansu i przeszywa; człowiek nie ma czym zasłonić piersi. Odpowiedzią nie jest żadne słowo, lecz gest: „Głowę zwiesił niemy”. Ostatnie słowo „niemy” staje się tu odpowiedzią – zamyka wiersz milczeniem, nie pocieszeniem, buntem ani rozpaczą, lecz wyczerpaniem.

Dlatego utwór ma znaczenie wykraczające poza epokę. Nie daje gotowej diagnozy ani lekarstwa, lecz pokazuje moment, w którym stare wiary przestały wystarczać, a nowych jeszcze nie ma. Zamiast fałszywego optymizmu Tetmajer wybiera prawdę o niemocy. Ta bezkompromisowość czyni z «Końca wieku XIX» przejmujące świadectwo duchowego impasu, który pozostaje wyraźny także wtedy, gdy patrzy na niego inny wiek.

Lee también

Más de Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Todos los poemas
TristeKazimierz Przerwa-Tetmajer

Nie wierzę w nic

Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie.
SoñadorKazimierz Przerwa-Tetmajer

Z Tatr

Taki tam spokój... Na gór zbocza Światła się zlewa mgła przezrocza, Nad senną zieleń gór. Szumiący zdala wśród kamieni,
TristeKazimierz Przerwa-Tetmajer

Któż nam powróci

Któż nam powróci te lata stracone Bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Wołają na nas, że w złą idziem stronę Precz o świat troskę rzucając powinną,