Wybrzmiewający z tego wiersza lament ma formę zbiorowego „nam” — mówi tu nie jednostka, lecz pokolenie, które czuje się osądzone i niezrozumiane. Już tytułowe pytanie „Któż nam powróci” nie jest zwykłym pytaniem: to retoryczna skarga, w której pobrzmiewa pewność, że nikt nie odda straconych lat. Tetmajer, poeta Młodej Polski, buduje tekst z czterech strof, z których każda liczy sześć wersów i opiera się na powtarzalnym układzie rymów a b a c b c. Dzięki temu wiersz ma regularny, niemal monotonny rytm, dobrze oddający stan duchowego wyczerpania. Archaiczna forma „idziem” dodatkowo podnosi ton wypowiedzi, nadając jej patosu.
Centralnym obrazem jest młodość pozbawiona wiosennego nieba. Frazę „lata stracone / Bez wiosennego w wiośnie życia nieba” poeta powtarza na początku i pod koniec utworu, tworząc klamrę. „Wiosna życia” to młodość, natomiast brak wiosennego nieba oznacza, że w czasie, który powinien być otwarty, jasny i pełen nadziei, mówiący nie widzą żadnego horyzontu. To niebo jest nie tylko obrazem pogody duchowej, ale też przestrzenią, w którą można wybiec pragnieniem — tu jej po prostu nie ma.
Wiersz roi się od pytań kierowanych do „was”, czyli do tych, którzy oskarżają pokolenie o bierność i porzucenie obowiązków. Najpierw pojawia się zarzut: „Wołają na nas, że w złą idziem stronę / Precz o świat troskę rzucając powinną”. Potem jednak podmiot odwraca perspektywę: „A czy pytają się nas, co nam trzeba, / I czyśmy mogli obrać drogę inną?”. To pytanie o prawo do własnej słabości, o to, czy ktokolwiek naprawdę zmierzył „smutku naszego głębiny / Bez dna i brzegu”. Smutek zostaje tu przedstawiony jako otchłań bez dna i brzegu — nieogarnięta, niezmierzona, a więc niemieszcząca się w cudzych kategoriach winy i obowiązku.
Mocno działa słownictwo związane z pożeraniem i trawieniem. „Gorzkie godziny / Daremnych pragnień, żrących naszą duszę” oraz „Spójrzcie nam w mózgi — — zgryzły je, strawiły / Wrodzone ludziom daremne pragnienia” pokazują, że niemoc nie jest kaprysem ani lenistwem. To rany wewnętrzne: pragnienia, które są daremne, dosłownie zjadają duszę i mózg. Tetmajer łączy duchowość z fizjologią — ból psychiczny odczuwany jest jak proces rozkładu, jakby organizm trawił sam siebie. Powtórzenie przymiotnika „daremne” wzmacnia poczucie beznadziei: pragnienia są wrodzone, a jednocześnie nie mogą znaleźć spełnienia.
W drugiej strofie pojawia się także obraz ducha „niepodległego”, który cierpi straszne katusze, „gdy zerwać swego nie może łańcucha”. To ważny paradoks: duch jest niezależny, a przecież spętany. Wolność myślenia i odczuwania nie oznacza wolności czynu ani ukojenia. Łańcuch kojarzy się z niewolą i bezsilnością, ale też z czymś, co krępuje samego cierpiącego. Dzięki temu wiersz nie oskarża wyłącznie świata zewnętrznego — pokazuje cierpienie uwewnętrznione, noszone w sobie.
Ostatnia strofa jest najbardziej gorzka. Oskarżyciele chcą widzieć w młodych „dźwignię i obronę”, żądają „zbawień i pomocy”, tymczasem odpowiedź brzmi: „Lecz my, z waszego wykarmieni chleba, / Jak wy, nie mamy odwagi i mocy”. To zaskakujące odwrócenie: ci, którzy żądają siły, sami uformowali słabych. Chleb, którym karmiono młodych, nie daje mocy — daje zależność. Wiersz nie kończy się heroicznym sprzeciwem ani programem naprawy. Kończy się powtórzeniem pytania o lata bez wiosennego nieba i przyznaniem do wspólnej niemocy.
Znaczenie utworu polega na tym, że daje on głos duchowemu wyczerpaniu, które nie szuka łatwego pocieszenia. Zamiast udawać siłę, podmiot zbiorowy domaga się uznania swojego bólu. To poezja skargi, ale skargi świadomej: nie tyle oskarża, ile nazywa stan, w którym pragnienia pożerają człowieka, a nikt nie potrafi zwrócić utraconej młodości.