Gorzki, zbiorowy głos ludzi, którzy czują, że odebrano im młodość. Nie przywołują konkretnych wydarzeń — mówią o ogromnym braku: lata minęły „bez wiosennego w wiośnie życia nieba”, czyli bez radości i nadziei, które powinny należeć do młodości. Odpowiadają na zarzuty, że ich pokolenie schodzi na złą drogę i porzuca obowiązki. Pytają, czy ktokolwiek zapytał, czego naprawdę potrzebują i czy mieli jakikolwiek wybór. Pytania nie oczekują odpowiedzi; obnażają raczej obojętność otoczenia.
W tle brzmi żal: inni żądają od nich siły, wiary i ratunku, a sami nie dają pocieszenia ani odwagi. Obrazy są posępne — daremne pragnienia „żrą” duszę, smutek nie ma dna, duch nie może zerwać łańcucha. Nastrój to niemoc, zmęczenie i gorycz. Finał podkreśla wspólną słabość: oni, wykarmieni cudzym chlebem, również nie mają odwagi i mocy. W powtórzeniu pierwszych wersów słychać bezradność, z której nie ma wyjścia.