Któż nam powróci — Streszczenie

Któż nam powróci te lata stracone Bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Wołają na nas, że w złą idziem stronę Precz o świat troskę rzucając powinną, A czy pytają się nas, co nam trzeba, I czyśmy mogli obrać drogę inną?

Kto z was policzył te gorzkie godziny Daremnych pragnień, żrących naszą duszę? Kto zmierzył smutku naszego głębiny Bez dna i brzegu? Kto wie, jakie ducha Niepodległego straszne są katusze, Gdy zerwać swego nie może łańcucha?

Spójrzcie nam w mózgi — — zgryzły je, strawiły Wrodzone ludziom daremne pragnienia.

Wołacie na nas: »Jesteśmy bez siły, Dajcie nam słowa wiary i otuchy« — — A nam któż daje słowa pocieszenia? A któż mdlejące nasze wzmacnia duchy?

Któż nam powróci te lata stracone Bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Chcecie w nas widzieć dźwignię i obronę, Żądacie od nas zbawień i pomocy, Lecz my, z waszego wykarmieni chleba, Jak wy, nie mamy odwagi i mocy.

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Gorzki, zbiorowy głos ludzi, którzy czują, że odebrano im młodość. Nie przywołują konkretnych wydarzeń — mówią o ogromnym braku: lata minęły „bez wiosennego w wiośnie życia nieba”, czyli bez radości i nadziei, które powinny należeć do młodości. Odpowiadają na zarzuty, że ich pokolenie schodzi na złą drogę i porzuca obowiązki. Pytają, czy ktokolwiek zapytał, czego naprawdę potrzebują i czy mieli jakikolwiek wybór. Pytania nie oczekują odpowiedzi; obnażają raczej obojętność otoczenia.

W tle brzmi żal: inni żądają od nich siły, wiary i ratunku, a sami nie dają pocieszenia ani odwagi. Obrazy są posępne — daremne pragnienia „żrą” duszę, smutek nie ma dna, duch nie może zerwać łańcucha. Nastrój to niemoc, zmęczenie i gorycz. Finał podkreśla wspólną słabość: oni, wykarmieni cudzym chlebem, również nie mają odwagi i mocy. W powtórzeniu pierwszych wersów słychać bezradność, z której nie ma wyjścia.

Read also

More by Kazimierz Przerwa-Tetmajer

All poems
DreamyKazimierz Przerwa-Tetmajer

W lesie

Wolno i sennie chodzą Po jasnem tle błękitu Złocisto-białe chmurki Z połyskiem aksamitu.
AnxiousKazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, Złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może Równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?
RomanticKazimierz Przerwa-Tetmajer

Ja, kiedy usta

Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę Nie samych zmysłów szukam upojenia, Ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę, Chcę czuć najwyższą rozkosz — zapomnienia...