Już od pierwszych wersów ballada Lenartowicza łączy świat rośliny ze światem dziewczyny. Kalina rośnie nad modrym potokiem, pije drobny deszcz, zbiera rosę, kąpie liście w majowym słońcu. Te czynności są proste, a dzięki zdrobnieniom – deszcz, rosa, liście – stają się pieszczotliwe. W drugiej strofie roślina otrzymuje czerwone korale, z cienkich gałązek ma wplecione włosy i przegląda się w wodzie jak w lusterku. To nie tylko porównanie, lecz stopienie dwóch porządków: kalina jest zarazem krzewem i młodą dziewczyną. Obraz dbałości o wygląd dopełniają wiatr, który codziennie czesze jej długie włosy, i rosa, która myje jej oczy. Kalina nie jest biernym elementem pejzażu – to panna przygotowująca się na spotkanie.
Rytm wiersza jest śpiewny; czterowersowe strofy płyną regularnym, najczęściej jedenastozgłoskowym tokiem o rymach parzystych, bliskim ludowej przyśpiewce. Wrażenie pieśni wzmacnia zaśpiew Jasia: „dana, oj dana!”, powtórzony jak refren, choć nie wraca po każdej zwrotce. Zanim jeszcze pada słowo o miłości, wszystko w tej przestrzeni – krynika, wierzba, z której Jasio kręci fujarki, i rosa, po której leci głos – zapowiada bliską, intymną więź między chłopcem a kaliną. W strofie piątej kalina bierze niebieską suknię i czeka w gaju jak dziewczyna, co nadaje jej postawie nadzieję i czułość.
Kompozycja ma wyraźny bieg pór roku: najpierw maj i lipiec, czas wzrostu i ozdób, potem jesień, śmierć Jasia i utrata urody. Ten kalendarz przyrody pokrywa się z kalendarzem uczucia – od rozkwitu do żałoby. Centralnym wydarzeniem jest śmierć Jasia. Nie zostaje ona przedstawiona dramatycznie; pojawia się w jednym, niemal spokojnym zdaniu: jesienią złożono go w zieloną skrzynkę pod czarny krzyżyk. Ta powściągliwość wzmacnia żal. Kolory znów przejmują rolę: zielona skrzynka i czarny krzyżyk stają się znakami pogrzebu, a zarazem przeciwwagą dla wcześniejszej czerwieni korali, błękitu wody i majowego słońca. Narrator nie mówi wprost, kim Jasio był dla kaliny; tylko przypuszcza: „znać go kochała”. Słowo „znać” jest tu kluczowe – nadaje opowieści charakter ludowego domysłu, wniosku wysnutego z samego wyglądu rośliny.
Ostatnia strofa zamienia jesienne opadanie liści w akt żałoby. Kalina rozwiewa wszystkie listki, rzuca żywe korale w wodę i traci urodę. Czerwone owoce, wcześniej kojarzone z dziewczęcym strojem i życiem, teraz toną w potoku. To obraz ofiary, ale też naturalnego przemijania: roślina nie może zachować letniej ozdoby, gdy nadchodzi jesień. Dlatego wiersz czyta się równocześnie dosłownie i symbolicznie – jako opis przyrody i jako opowieść o miłości, która nie przeżywa śmierci bliskiego.
Istotne jest również to, że tytułowa Kalina bywa pisana wielką literą jak imię, a w strofie żałobnej narrator nazywa ją „biedną”. Drobny przydomek wprowadza współczucie i każe widzieć w roślinie istotę czującą. Właśnie to sprawia, że utwór Lenartowicza ma znaczenie wykraczające poza prostą stylizację ludową: pokazuje, jak człowiek odczytuje własne emocje w krajobrazie. Kalina staje się zapisem żałoby, jej czerwone korale – pamiątką uczucia, a opadłe liście – rozpuszczonymi włosami po stracie. Przyroda nie jest tu tłem; jest uczestnikiem historii.