Wiersz brzmi jak intymne wyznanie kogoś, kto pragnie tylko jednej kochającej osoby: jednego serca, ust, oczu i dwojga rąk. Wystarczyłaby mu wzajemność, by poczuć się spokojnym, uświęconym przez miłość, bezpiecznym jak ktoś unoszony przez anioła do nieba. Mówi, że potrzebuje tak mało, a mimo to kończy gorzką refleksją: żąda za wiele. Nastrój jest melancholijny, cichy, zawieszony między marzeniem o bliskości a świadomością, że nawet minimalne pragnienie może pozostać niespełnione. Powtórzenia podkreślają tęsknotę, a finał odsłania samotność i rezygnację.
Jednego serca! tak mało, tak mało — Streszczenie
Jednego serca! tak mało, tak mało! Jednego serca trzeba mi na ziemi! Coby przy mojem miłością zadrżało: A byłbym cichym pomiędzy cichemi.
Jednych ust trzeba! skądbym wieczność całą Pił napój szczęścia ustami mojemi; I oczu dwoje, gdziebym patrzał śmiało, Widząc się świętym pomiędzy świętemi.
Jednego serca i rąk białych dwoje! Coby mi oczy zasłoniły moje, Bym zasnął słodko, marząc o aniele,
Który mnie niesie w objęciach do nieba... Jednego serca! tak mało mi trzeba, A jednak widzę, że żądam — zawiele.