W wierszu Adama Asnyka tytułowa limba to coś więcej niż tatrzańskie drzewo. Od pierwszych wersów zostaje umieszczona w położeniu granicznym: wysoko na skalnej krawędzi, nad ciemną przepaścią i spienioną wodą. Ten obraz przyrody szybko zmienia się w przypowieść o samotności, godności i cenie, jaką płaci się za pozostanie wiernym sobie. Limba, „prawie ostatnia już z rodu”, reprezentuje świat, który ustępuje przed licznymi i łatwymi w ekspansji przybyszami, ale nie zamierza z nimi walczyć ani się do nich zniżać.
Regularna budowa wzmacnia wrażenie majestatu. Siedem czterowersowych strof o ośmiozgłoskowych wersach i krzyżowych rymach nadaje wierszowi spokojny, niemal uroczysty rytm. Dzięki temu nawet obrazy rozpadu i klęski zostają poddane powściągliwej harmonii. W pierwszej strofie rymują się „zrębie” i „głębie” – krawędź i otchłań spotykają się już na poziomie brzmienia, zapowiadając dramatyczne napięcie całego tekstu. Podobnie „korona” limby jest równocześnie koroną drzewa i koroną monarszą, co od razu nadaje bohaterce arystokratyczną godność.
Przestrzeń utworu zorganizowana jest pionowo. U góry limba „w chmurach się kołysze” i ma „wolne niebo nad głową”, w dole zaś „tłum świerków rosnących nizko” kroczy w ściśniętym szeregu. Świerki nazwane zostają „łatwo wschodzącymi karłami” – ich łatwość jest tu cechą niską, pospolitą. Wers „Z godności pełną żałobą / Chyli się ponad urwisko” łączy smutek z powagą: pochylenie limby nie jest oznaką słabości, lecz żałobą kogoś, kto wie, jaki świat odchodzi. Limba nie rośnie łatwo: podmywają ją „wrzące fale”, a mimo to trwa. Kontrast między tym, co liczne i szybkie, a tym, co pojedyncze i odchodzące, stanowi serce wiersza.
Postawa limby jest dumna, lecz pozbawiona agresji. Drzewo nie schodzi w doliny, nie podejmuje walki o swoje dawne siedziby. „Niech spanoszeni przybysze / Pełzają dalej na nowo!” – czasownik „pełzają” odbiera im postawę wyprostowaną, podczas gdy limba wznosi się coraz wyżej, „na skał spadziste krawędzie”. To paradoksalny wybór: bohaterka nie broni swego miejsca, tylko przenosi się w coraz trudniejsze warunki, byle nie uczestniczyć w świecie niskości. Ważniejszy od przetrwania jest dystans i czyste niebo.
Ostatnia strofa dopowiada cenę takiej postawy. Pojawia się „pogarda” – uczucie ostre, ale nie histeryczne – oraz „tryumf rzeszy pozioméj”, który w perspektywie limby jest tryumfem miałkości. Przymiotnik „pozioméj” łączy poziome ułożenie świerków z duchową niskością. W finale drzewo woli „samotnie z błękitu / Upaść – strzaskana przez gromy”. Upadek z wysokości okazuje się bardziej godny niż życie w tłumie, a grom, który niszczy limbę, ma w sobie rys siły wyższej; śmierć od pioruna przypomina wybranie, nie przypadek.
Znaczenie wiersza polega na tym, że z konkretnego tatrzańskiego krajobrazu wyrasta uniwersalna refleksja. Asnyk nie opisuje limby jak przyrodnik, lecz czyni z niej bohaterkę moralnego dramatu. Dzięki temu utwór pozostaje czytelny także poza górskim kontekstem – jako opowieść o człowieku, który wobec dominacji pospolitości wybiera samotność i klęskę bez upodlenia. Konsekwentna pionowa kompozycja, poważny rytm i wyraziście rozdzielone światy góry i nizin sprawiają, że wiersz brzmi jak deklaracja niezależności, a nie skarga.