Limba rośnie wysoko na skalnej półce, nad przepaścią, spienioną wodą i nisko ścielącym się lasem świerków. Jest niemal ostatnia ze swojego rodu — wyparta z dawnych siedzib przez łatwo rozprzestrzeniające się, karłowate świerki. Nie zamierza jednak schodzić w dół ani walczyć o miejsce w tłumie. Woli wspinać się coraz wyżej, na spadziste krawędzie skał, gdzie ma wolne niebo nad głową. W jej postawie czuć dumę, samotność i cichą żałobę, ale też pogardę dla „poziomych” przybyszy. Limba wybiera trudne, odosobnione życie i gotowa jest raczej runąć z wysokości, rażona piorunem, niż zniżyć się do pospolitego tłumu. Można w tym widzieć obraz kogoś, kto za niezależność i wierność sobie płaci samotnością, a może nawet klęską. Osoba mówiąca patrzy na nią z podziwem, choć bez złudzeń: podmyta skała i groźba gromu zapowiadają, że ta niezłomność ma swoją cenę. Nastrój jest wyniosły, elegijny i nieco gorzki.
Limba — Streszczenie
Wysoko na skały zrębie, Limba iglastą koronę Nad ciemne zwiesiła głębie, Gdzie lecą wody spienione.
Samotna rośnie na skale, Prawie ostatnia już z rodu... I nie dba, że wrzące fale Skałę podmyły u spodu.
Z godności pełną żałobą Chyli się ponad urwisko I widzi w dole pod sobą Tłum świerków rosnących nizko.
Te łatwo wschodzące karły, W ściśniętym krocząc szeregu, Z dawnych ją siedzib wyparły Do krain wiecznego śniegu.
Niech spanoszeni przybysze Pełzają dalej na nowo! Ona się w chmurach kołysze — Ma wolne niebo nad głową!
Nigdy się do nich nie zniży, O życie walczyć nie będzie; Wciąż tylko wznosi się wyżej Na skał spadziste krawędzie.
Z pogardą patrzy u szczytu Na tryumf rzeszy pozioméj: Woli samotnie z błękitu Upaść — strzaskana przez gromy.