W sonecie Adama Mickiewicza „Ałuszta w nocy” podmiot liryczny — „błędny pielgrzym” — staje się świadkiem zmierzchu i nocy w krymskim krajobrazie. Dzienna spiekota wolnieje, światło opada na ramiona Czatyrdahu, gaśnie, a ciemność odsłania zupełnie inny świat: szmer źródeł, zapach kwiatów, tajemny głos powietrza. Kiedy pielgrzym już zasypia, nagły błysk meteoru zalewa niebo, ziemię i góry złotem. Noc wschodnia okazuje się więc nie tłem, lecz żywą, kapryśną istotą, która raz kołysze, raz budzi. Właśnie owo napięcie między usypiającą ciszą a rażącym światłem stanowi centrum wiersza.
Kluczowy jest już pierwszy czterowiersz. Rym okalający — posucha, światów, szkarłatów, słucha — zamyka obraz jak rama, w której gaśnie dzień. Światło zostaje tu potraktowane jako ciecz: „lampa światów” spada na barki góry, „rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów, / I gaśnie”. Czerwień zachodu płynie po stokach, po czym znika. Pielgrzym „ogląda się, słucha”, bo noc zmienia jakość rzeczywistości. W drugim czterowierszu góry czernieją, doliny wypełnia „noc głucha”, a źródła szemrzą „jak przez sen, na łożu z bławatów”. To zestawienie szmeru wody i kwiatowego posłania prowadzi do synestezji: powietrze „tchnące wonią” zostaje nazwane „muzyką kwiatów”. Zapach i dźwięk zlewają się, a cały krajobraz „mówi do serca głosem tajemnym dla ucha” — to głos, którego nie słychać, lecz się go odczuwa. Zawiera się w tym romantyczna idea natury przemawiającej do człowieka ponad zmysłami.
Trzynastozgłoskowiec z regularną średniówką po siódmej sylabie nadaje wierszowi oddech powolny, niemal senny. W pierwszej części dominują głoski s, sz, w, które imitują szmer i ciszę. Przełom następuje w tercetach. Słowo „Wtem” zrywa tok: „budzą mię rażące meteoru błyski”. Przymiotnik „rażące” ma podwójną moc — znaczy i oślepiające, i gwałtowne. Błysk jest tak silny, że „Niebo, ziemię i góry oblał potop złoty!”. Wykrzyknik podkreśla olśnienie. Rzeczownik „potop” łączy żywioł wody i ognia: meteor nie tyle rozświetla, ile zatapia przestrzeń w złocie. To hiperbola, która zmienia zjawisko astronomiczne w objawienie.
Najbardziej zaskakujące jest porównanie nocy do „wschodniej odaliski” — kobiety z haremu. Orientalna postać staje się figurą samej nocy: „Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu blizki, / Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty”. Powtórzenie słowa „pieszczoty” w klauzuli dwóch kolejnych wersów sprawia, że sen i przebudzenie nie są przeciwieństwami, lecz dwiema odsłonami tej samej gry. Iskra oka odaliski odpowiada wcześniejszemu błyskowi meteoru — kosmiczne i cielesne zjawiska splatają się w jednym obrazie. Noc nie jest więc groźna ani obojętna; jest zmysłowa, zmienna, uwodzicielska. Budzi po to, by nie ustało napięcie i zachwyt.
Znaczenie tego sonetu bierze się z umiejętności przekształcenia ulotnego wrażenia — zachodu słońca, zapachu kwiatów, przelotu meteoru — w scenę pełną wewnętrznego ruchu. Mickiewicz traktuje wschodni pejzaż nie jako dekorację, lecz jako partnera doznania: natura ma w sobie podwójną energię, uspokaja i zadziwia, kołysze i razi. Dzięki gęstej tkance synestezji, rymom okalającym i wyrazistej puencie wiersz nie opowiada o nocy, ale pozwala ją poczuć — jako zapach, szmer, ciemność i nagłą złotą falę.