Wiersz zaczyna się od obrazu morza w całkowitym bezruchu: wiatr ledwie muska wstążkę, woda lśni spokojnie, a żagle zwisają jak chorągwie po skończonej wojnie. Majtek odpoczywa, podróżni się śmieją. Mickiewicz porównuje morze do młodej narzeczonej, która budzi się na chwilę, by westchnąć, i zaraz znów zasypia. Ta cisza wydaje się łagodna i bezpieczna.
Szybko jednak okazuje się, że spokój bywa zwodniczy. Na dnie morza czeka polip, który ożywia się właśnie wtedy, gdy niebo się nie chmurzy. Podobnie w ludzkiej myśli drzemie „hydra pamiątek” — bolesne wspomnienia, które śpią podczas życiowych burz, a atakują, gdy serce się uspokaja. Nastrój przechodzi więc od sielskiej beztroski do cichego niepokoju: cisza nie przynosi ulgi, lecz odsłania to, co bolesne.