Do Laury — Analiza wiersza

Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się zapłonił, W nieznanem oku dawnej znajomości pytał; I z twych jagód wzajemny rumieniec wykwitał, Jak z róży, której piersi zaranek odsłonił.

Ledwieś piosnkę zaczęła, jużem łzy uronił; Twój głos wnikał do serca i za duszę chwytał; Zdało się, że ją anioł po imieniu witał, I w zegar niebios chwilę zbawienia zadzwonił.

O luba! niech twe oczy przyznać się nie boją! Jeśli cię mem spojrzeniem, jeśli głosem wzruszę, Nie dbam, że los i ludzie przeciwko nam stoją,

Że uciekać i kochać bez nadziei muszę! Niech ślub ziemski innego darzy ręką twoją, Tylko wyznaj, że Bóg mi poślubił twą duszę!...

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Już w pierwszym wersie „Do Laury” miłość nie tyle się zaczyna, ile zostaje rozpoznana. Podmiot ledwie widzi ukochaną, a już oblewa się rumieńcem; w nieznanym oku szuka „dawnej znajomości”. To paradoksalne rozpoznanie kogoś obcego jako istoty znanej od zawsze nadaje całemu utworowi wymiar duchowy. W drugiej części podobna nagłość dotyczy głosu: ledwie Laura zaczyna śpiewać, już mówiący płacze, a dźwięk głosu wnika w serce i chwyta duszę. Anioł wita duszę po imieniu, a niebieski zegar wybija chwilę zbawienia. Spotkanie dwojga ludzi zostaje przedstawione jako wydarzenie sakralne, potwierdzające istnienie więzi starszej niż ziemska znajomość. W zakończeniu podmiot nie walczy o rękę kochanej, lecz prosi o wyznanie, że Bóg poślubił mu jej duszę – ziemski ślub może przypaść innemu.

Forma utworu współgra z tym znaczeniem. Sonet składa się z czternastu wersów o rymach okalających w czterowierszach (abba) i przeplatanych w tercynach (ababab), co daje z jednej strony zamknięcie, z drugiej – nerwowe oczekiwanie na potwierdzenie. Wersy są trzynastozgłoskowe, ze średniówką po sylabie siódmej, co często dzieli je na dwie symetryczne części: „Ledwiem ciebie zobaczył / jużem się zapłonił”. Paralelizm otwierających strof – „Ledwiem ciebie...”, „Ledwieś piosnkę...” – podkreśla bezwolność uczucia: reakcja wyprzedza rozum, a wzrok i słuch stają się bramami, przez które dusza rozpoznaje przeznaczenie. Dawniej brzmiące formy „ledwiem”, „jużem”, „o luba” oddalają tę scenę od potoczności; jest to mowa rozmodlona, niemal liturgiczna. Zwrot „O luba!” otwiera trzecią strofę i zmienia ton z opisu w bezpośredni apel, w którym słyszymy prośbę o wzajemność.

Obrazowanie wiersza łączy zmysłowość z teologią. Rumieniec wykwita na jagodach jak róża odsłaniana przez zaranek – ciało zdradza wzruszenie, zanim pada jakiekolwiek słowo. Łzy pojawiają się równie nagle i nie są oznaką słabości, lecz dowodem, że głos Laury dociera do głębszego wymiaru istnienia. Kosmiczny zegar niebios zamienia chwilę śpiewu w moment zbawienia, a anioł, który wita duszę „po imieniu”, sugeruje, że dusza ma swoją własną tożsamość, znaną w niebie. W tercynach słownictwo przechodzi ku opozycji ziemi i nieba: los, ludzie, ślub ziemski, ręka – przeciwko Bogu, duszy, wyznaniu. Zakończenie celowo wyostrza ten rozdźwięk: ukochana może oddać rękę innemu, ale istotne jest duchowe „poślubienie” dusz. To właśnie ono – nie posiadanie, nie małżeństwo – stanowi sens miłości.

Czternastowersowy sonet jest czymś więcej niż grzecznym hołdem dla urody. To liryczny traktat o miłości jako akcie rozpoznania duchowego przeznaczenia. Dzięki nagłym reakcjom, sakralnym porównaniom i prośbie o wyznanie „Do Laury” przenosi romantyczne uczucie w sferę religijnego misterium. Wiersz nie szuka szczęśliwego finału na ziemi, lecz potwierdzenia, że dusza kochająca i dusza kochana zostały złączone przez Boga. To przesunięcie akcentu z losu na duszę, z ciała na wieczność nadaje utworowi niezwykłą powagę i sprawia, że z pozoru prosty sonet staje się jednym z najśmielszych wyznań miłosnych w polskiej poezji.

Read also

More by Adam Mickiewicz

All poems
AnxiousAdam Mickiewicz

Droga nad przepaścią w Czufut-Kale

Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica: Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza. Dzielny koń! Patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza, Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca,
SadAdam Mickiewicz

Burza

Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei, Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki, Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki, Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei.
DreamyAdam Mickiewicz

Do M***

Precz z moich oczu!... posłucham odrazu, Precz z mego serca!... i serce posłucha, Precz z mej pamięci!... Nie! tego rozkazu Moja i twoja pamięć nie posłucha.