Do samotności — Streszczenie

Samotności! do ciebie biegnę jak do wody Z codziennych życia upałów; Z jakąż rozkoszą padam w jasno-czyste chłody Twych niezgłębionych kryształów!

Nurzam się i wzbijam w myślach nad myślami, Igram z niemi jak z falami, Aż ostygły, znużony, złożę moje zwłoki Choć na chwilę w sen głęboki.

Tyś mój żywioł; te jasnych wód szyby Słodzą mi serce; zmysły zaciemniają mrokiem. I za cóż znowu muszę nakształt ptaka-ryby, Wyrywać się w powietrze, słońca szukać okiem?

I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole, Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole!

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Podmiot zwraca się wprost do samotności i biegnie ku niej jak ku chłodnej wodzie po upale zwykłego dnia. Zanurzenie w jej czystej głębi przynosi ulgę: myśli stają się falami, którymi można się bawić, aż ciało osuwa się w głęboki sen. Samotność wydaje się więc żywiołem, który koi serce i delikatnie zaciemnia zmysły. Jednak spokój nie trwa długo. Mówiący czuje, że musi — niczym ptak-ryba — wyrywać się w powietrze i szukać słońca. Z tego rozdarcia rodzi się bolesna obcość: w górze brak mu tchu, w dole ciepła. Wiersz tworzy nastrój melancholijnej zadumy i tęsknoty za ucieczką od świata, a zarazem gorzkiego poczucia, że nie należy się w pełni do żadnego z dwóch żywiołów. To wyznanie kogoś, kto szuka schronienia w samotności, ale nie potrafi w nim pozostać.

Read also

More by Adam Mickiewicz

All poems
AnxiousAdam Mickiewicz

Droga nad przepaścią w Czufut-Kale

Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica: Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza. Dzielny koń! Patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza, Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca,
ContemplativeAdam Mickiewicz

Bakczysaraj

Jeszcze wielka, już pusta Girajów dziedzina! Zmiatane czołem baszów ganki i przedsienia, Sofy, trony potęgi, miłości schronienia, Przeskakuje szarańcza, obwija gadzina.
RomanticAdam Mickiewicz

Do Laury

Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się zapłonił, W nieznanem oku dawnej znajomości pytał; I z twych jagód wzajemny rumieniec wykwitał, Jak z róży, której piersi zaranek odsłonił.