Podmiot zwraca się wprost do samotności i biegnie ku niej jak ku chłodnej wodzie po upale zwykłego dnia. Zanurzenie w jej czystej głębi przynosi ulgę: myśli stają się falami, którymi można się bawić, aż ciało osuwa się w głęboki sen. Samotność wydaje się więc żywiołem, który koi serce i delikatnie zaciemnia zmysły. Jednak spokój nie trwa długo. Mówiący czuje, że musi — niczym ptak-ryba — wyrywać się w powietrze i szukać słońca. Z tego rozdarcia rodzi się bolesna obcość: w górze brak mu tchu, w dole ciepła. Wiersz tworzy nastrój melancholijnej zadumy i tęsknoty za ucieczką od świata, a zarazem gorzkiego poczucia, że nie należy się w pełni do żadnego z dwóch żywiołów. To wyznanie kogoś, kto szuka schronienia w samotności, ale nie potrafi w nim pozostać.
Do samotności — Streszczenie
Samotności! do ciebie biegnę jak do wody Z codziennych życia upałów; Z jakąż rozkoszą padam w jasno-czyste chłody Twych niezgłębionych kryształów!
Nurzam się i wzbijam w myślach nad myślami, Igram z niemi jak z falami, Aż ostygły, znużony, złożę moje zwłoki Choć na chwilę w sen głęboki.
Tyś mój żywioł; te jasnych wód szyby Słodzą mi serce; zmysły zaciemniają mrokiem. I za cóż znowu muszę nakształt ptaka-ryby, Wyrywać się w powietrze, słońca szukać okiem?
I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole, Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole!