Prośba o błękitną wstążkę, którą Norwid otwiera ten kameralny liryk, zostaje w następnych wersach cofnięta — i właśnie to cofnięcie okazuje się prawdziwym tematem. Mówiący najpierw żąda: „Daj mi wstążkę błękitną!”, od razu jednak obiecuje, że odda ją „bez opóźnienia”. Brzmi to paradoksalnie: skoro zaraz ma zwrócić, po co w ogóle prosi? Od początku nie chodzi więc o posiadanie przedmiotu, lecz o gest bliskości, który natychmiast sam siebie unieważnia. Tytułowa wstążka jest drobiazgiem granicznym: może stać się znakiem przywiązania, ale równie dobrze tylko ładnym przedmiotem zwróconym właścicielce. Błękit wprowadza tu ton czysty i chłodny, nie namiętny; zapowiada powściągliwość całego wiersza.
Kolejna możliwość jest równie ulotna — „cień twój z giętką Twą szyją”. Obraz ten przywołuje sylwetkę dziewczyny, jej wdzięk, a nawet zmysłowy szczegół szyi, ale zarazem coś, co nie może należeć do nikogo. Cień porusza się, gdy ona skinie ręką, i właśnie dlatego „nie kłamie”: jest wierny jej ciału, a nie pragnieniu mówiącego. Taki dar byłby tylko odbiciem, w dodatku odbiciem posłusznym każdemu ruchowi danej osoby. Dlatego odpowiedź brzmi: „Nie, nie chcę cienia”. W drugiej strofie zwrot „Nic od ciebie nie chcę, śliczna panienko, / Usuwam ramię...” domyka ten gest: po wyciągnięciu dłoni następuje fizyczne cofnięcie, jakby mówiący odsuwał się od uścisku. Ramię, a nie dłoń, przypomina o sytuacji niemal intymnej; usunięcie ramienia jest rezygnacją z tej bliskości. Określenie „śliczna panienko” ma w sobie ciepło, lecz także dystans — bardziej podziw niż zażyłość.
Przełom przynosi strofa ostatnia. W miejsce prośby pojawia się świadectwo: „Bywałem ja od Boga nagrodzonym / Rzeczą mniej wielką”. Nagrodą okazują się spadły listek przyklejony do szyby i kropla deszczu. W porównaniu z błękitną wstążką to rzeczy mniej wielkie — biedniejsze, przypadkowe, przynależne światu, a nie kobiecie. Przymiotnik „mniej wielką” jest skromny i dwuznaczny, bo kryje w sobie przewartościowanie: dar Boga nie musi być ani spektakularny, ani trwały, ani nawet celowany. Oba dary są przypadkowe — spada listek, spada kropla. Nikt ich nie wybiera i nie zamawia. Wystarczy, że zostaną zauważone. Liść i kropla są konkretne, dotykalne, ale ulotne. To one okazują się większą łaską niż wstążka, którą można by schować i zwrócić. Użycie mocnego „ja” w „Bywałem ja” nadaje ostatniej strofie ton osobistego wyznania, a słowo „nagrodzonym” przenosi całą sytuację z porządku ludzkiego w porządek boski.
Ważna jest dynamika składniowa utworu. Rozkazujące „Daj mi” przechodzi w negację „Nic od ciebie nie chcę”, a na końcu w spokojne wyznanie. Trzy kropki i pauzy — po „Bez opóźnienia...”, „Usuwam ramię...”, „Deszczu kropelką. —” — zawieszają głos, jakby wiersz sam się wciąż cofał, nie dopowiadał. Taka budowa wprowadza rytm urywany, powstrzymywany, daleki od gładkiej pieśni. W pierwszej i trzeciej strofie rymy przeplatają się dość regularnie (ją – szyją, opóźnienia – cienia; nagrodzonym – przyklejonym, wielką – kropelką), natomiast w strofie drugiej dokładny rym mają tylko wersy parzyste (kłamie – ramię), a zewnętrzne jedynie zbliżają się brzmieniowo — jakby i forma wycofywała się z pełnej harmonii. Drobne przerzutnie, na przykład „Oddam Ci ją / Bez opóźnienia”, każą na chwilę zawiesić obietnicę, zanim się dopełni; podobnie listek zostaje zatrzymany w obrazie „do szyby przyklejonym”, zanim pojawi się kropla.
Na tym polega siła tego wiersza. Norwid nie pisze hymnu o wielkiej miłości ani o wielkiej rozpaczy. Zamiast tego pokazuje, że dojrzałość duchowa potrafi cofnąć rękę, zrezygnować z cudzego daru i dostrzec łaskę w rzeczach najmniejszych. Utwór staje się pochwałą uważności: liść na szybie i kropla deszczu są nagrodą, bo oko i serce potrafią je zatrzymać na chwilę. Błękitna wstążka, która mogłaby być pamiątką, ustępuje miejsca doświadczeniu, którego nie trzeba posiadać. Ten dyskretny paradoks — im mniejsza rzecz, tym większa uwaga — nadaje całości powagę bez moralizowania.