Nieszczęście w tej miniaturece Norwida nie jest abstrakcyjnym losem. Przychodzi jak dziki zwierz, wbija w człowieka „fatalne oczy” i czeka. Już sama konstrukcja pierwszej sceny buduje napięcie: długi wers opisujący wtargnięcie drapieżnika przechodzi w urwane „Czeka,”, a po nim w krótkie „Czy człowiek zboczy”. Fatum nie atakuje od razu — ono testuje. Czeka, aż człowiek sam zejdzie z drogi, straci równowagę moralną, zacznie błądzić.
Kluczowy zwrot sygnalizuje spójnik „Lecz”. Człowiek nie ucieka i nie prowokuje walki. „Odejrzał mu” — a więc odwzajemnił spojrzenie. Patrzy jednak nie jak ofiara, lecz „jak gdy artysta / Mierzy swojego kształt modelu”. To porównanie zmienia cały układ sił. Drapieżnik staje się modelem, nieszczęście — materiałem do badania. W oczach człowieka pojawia się nie lęk, ale rzemieślnicza uwaga: co można „skorzysta” na nieprzyjacielu. Norwid celowo wybiera słowo bardzo konkretne, bliskie pracy artysty i rzemieślnika; nie chodzi o zemstę, lecz o twórcze wykorzystanie nawet wrogiej siły.
Wiersz ma dziesięć wersów o zmiennej długości i nieregularnym rytmie. Ta zmienność nie jest przypadkowa. Pierwsza część, z rymami „człowieka — Czeka”, „oczy — zboczy”, układa się w pułapkę: krótkie, zawieszone wersy działają jak kroki drapieżnika, który zaciska krąg. Druga część ulega rozluźnieniu, zdanie rozbija się przerzutniami. Gdy pojawia się artysta, rytm staje się wolniejszy, jakby wzrok człowieka zatrzymywał się na szczegółach. Rymy „artysta — skorzysta” i „modelu — nieprzyjacielu” spinają odległe słowa, pokazując, że człowiek buduje między nimi nową, nieoczekiwaną relację: wroga można oglądać jak dzieło sztuki, z którego da się coś wyciągnąć.
Sedno utworu leży w starciu dwóch spojrzeń. Nieszczęście wpatruje się w człowieka „fatalnymi oczami” — chce go sparaliżować, zmusić do błędu. Człowiek odpowiada spojrzeniem artysty, które mierzy, porównuje, szuka kształtu. Fatalne oczy pragną, by człowiek widział w nieszczęściu koniec. Artysta widzi w nim model. W chwili, gdy nieszczęście spostrzega, że zamiast budzić grozę, zostało objęte badawczym wzrokiem, traci swoją przewagę. Wiersz oddaje to w obrazie o fizycznej niemal sile: nieszczęście „zachwiało się całą postaci wagą / I niema go!” Znika, bo nie może istnieć tam, gdzie przestaje być tajemnicą.
Tytułowe „Fatum” — łacińskie przeznaczenie — sugerowałoby siłę nieuchronną. Norwid jednak podważa tę nieuchronność. Jego człowiek nie pokonuje losu w wielkim bohaterskim geście, lecz przez postawę duchową: przez spokój, dystans i twórcze spojrzenie. W tym tkwi też główna myśl filozoficzna wiersza. Człowiek staje się wolny nie wtedy, gdy niszczy zagrożenie, ale gdy nie pozwala mu zdefiniować siebie. Zło, nieszczęście, fatum żywią się lękiem i ucieczką. Wobec artystycznej uwagi, która pyta „co skorzysta”, potwór traci ciężar i znika.
Dzięki temu „Fatum” jest nie tylko miniaturą liryczną, ale i przypowieścią o ludzkiej godności. Norwid nie moralizuje; pokazuje raczej krótką, niemal filmową scenę, w której moc zostaje pokonana przez patrzenie. To wiersz o zwycięstwie świadomości nad strachem i o tym, że człowiek może wobec losu przyjąć postawę twórcy, nie ofiary.