Sitowie — Analiza wiersza

Wonna mięta nad wodą pachniała, kołysały się kępki sitowia, brzask różowiał i woda wiała, wiew sitowie i miętę owiał.

Nie wiedziałem wtedy, że te zioła będą w wierszach słowami po latach, i że kwiaty zdaleka po imieniu przywołam, zamiast leżeć zwyczajnie nad wodą na kwiatach.

Nie wiedziałem, że się będę tak męczył, słów szukając dla żywego świata, nie wiedziałem, że gdy się tak nad wodą klęczy, to potem trzeba cierpieć długie lata.

Wiedziałem tylko, że w sitowiu są prężne, wiotkie i długie włókienka, że z nich splotę siatkę leciutką i cienką, którą nic nie będę łowił.

Boże dobry moich lat chłopięcych, moich jasnych świtów Boże święty! Czy już w życiu nie będzie więcej pachnącej nad stawem mięty?

Czy to już tak zawsze ze wszystkiego będę słowa wyrywał w rozpaczy i sitowia, sitowia zwyczajnego nigdy już zwyczajnie nie zobaczę?

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Zapach mięty, kępy sitowia, różowiejący brzask i ruch powietrza nad wodą – tak otwiera się «Sitowie» Juliana Tuwima. Pierwsza strofa przenosi w świat chłopięcych świtów, w którym natura istnieje zmysłowo i blisko, bez pośrednictwa nazw. Mięta „wonna”, sitowie kołyszące się nad wodą, brzask, który „różowiał”, woda i wiew łączące wszystko w jedną całość – to pejzaż przeżywany ciałem, a nie analizowany. Centralne pytanie wiersza dotyczy jednak ceny, jaką płaci się za nazywanie świata: co dzieje się, gdy wrażliwość zmienia się w przymus szukania słów.

Napięcie między „wtedy” a „teraz” organizuje cały utwór. Wspominający podmiot mówi, że nie wiedział, iż zioła „będą w wierszach słowami po latach” i że zamiast „leżeć zwyczajnie nad wodą na kwiatach” będzie „kwiaty zdaleka po imieniu przywoływał”. To wyznanie odsłania paradoks poezji: słowo ocala świat, ale zarazem go oddala, zamienia bezpośrednie doznanie na znak. Tuwim nie idealizuje powołania poety – przedstawia je jako źródło długiej udręki, szukanie wyrazu dla „żywego świata”, które męczy i wyczerpuje.

Konstrukcja wzmacnia to napięcie. Wiersz składa się z sześciu czterowersowych strof; rym jest nieregularny, często oparty na współbrzmieniach, a rytm zmienny – raz melodyjny, raz poszarpany. Muzyczność nie znika jednak mimo nieregularności. Powtarzające się „nie wiedziałem” nadaje całości ton spowiedzi i podkreśla przepaść między dawną niewinnością a obecną świadomością. Kluczowy jest obraz sitowia. W dzieciństwie podmiot wiedział tylko, że w łodygach są „prężne, wiotkie i długie włókienka”, z których można upleść „siatkę leciutką i cienką, / którą nic nie będę łowił”. Ta siatka staje się metaforą poetyckiego języka: delikatna, misternie tkana, a zarazem – jeśli chodzi o chwytanie samej rzeczywistości – bezużyteczna. Poeta „słów szukając dla żywego świata” czuje, że jego sieć nie łowi życia, lecz odgradza od niego.

Końcowe apostrofy do Boga – „Boże dobry moich lat chłopięcych, / moich jasnych świtów Boże święty!” – nie są deklaracją religijną, lecz wołaniem o utraconą niewinność spojrzenia. Powtórzone pytania: czy już nigdy nie będzie pachnącej mięty nad stawem, czy „ze wszystkiego” będzie „słowa wyrywał w rozpaczy”, a sitowia zwyczajnego nie zobaczy już „zwyczajnie” – pozostają bez odpowiedzi. Słowo „zwyczajny” pojawia się w kluczowym miejscu: zwykłość, codzienna, niezapośredniczona obecność rzeczy okazuje się tym, co poeta utracił. Czasownik „wyrywał” sugeruje gwałt – słowa nie wypływają z rzeczy, lecz zostają z nich wyszarpnięte, jakby poezja była formą zranienia. Powtórzenie „sitowia, sitowia zwyczajnego” brzmi jak zająknięcie, rozpaczliwe dotknięcie nazwy, która już nie przywraca samej rzeczy.

Tuwim, poeta związany z grupą Skamander, w «Sitowiu» pokazuje, że poetycka wrażliwość bywa darem i przekleństwem jednocześnie. Wiersz jest znaczący, ponieważ mówi o doświadczeniu szerszym niż los pisarza: o chwili, w której nazywanie świata zaczyna zastępować jego przeżywanie. Dla młodego czytelnika może to być utwór o dorastaniu – o tym, jak pamięć i język zmieniają stosunek do miejsc, zapachów i rzeczy. Tuwim nie daje pocieszenia, ale daje celny, muzyczny zapis tęsknoty za tym, co zwykłe, a co w poezji i w dorosłości wymyka się jak siatka, która niczego nie łowi.

Read also

More by Julian Tuwim

All poems
CheerfulJulian Tuwim

Nauka

Nauczyli mnie mnóstwa mądrości, Logarytmów, wzorów i formułek, Z kwadracików, trójkącików i kółek Nauczali mnie nieskończoności.
CheerfulJulian Tuwim

Dwa wiatry

Jeden wiatr — w polu wiał, Drugi wiatr — w sadzie grał: Cichuteńko, leciuteńko, Liście pieścił i szeleścił,
DreamyJulian Tuwim

Wspomnienie

Mimozami jesień się zaczyna, Złotawa, krucha i miła. To ty, to ty jesteś ta dziewczyna, Która do mnie na ulicę wychodziła.