Strofy o późnym lecie — Analiza wiersza

Julian TuwimSoñador

Zobacz, ile jesieni! Pełno, jak w cebrze wina. A to dopiero początek, Dopiero się zaczyna.

Nazłociło się liści, Że koszami wynosić, A trawa jaka bujna, Aż się prosi, by kosić.

Lato w butelki rozlane Na półkach słodem się burzy. Zaraz korki wysadzi, Już nie wytrzyma dłużej.

A tu uwiędem narasta Winna, jabłeczna pora, Czerwienna, trawiasta, liściasta, W szkle pękatego gąsiora.

Na gorącym kamieniu Jaszczurka jeszcze siedzi. Ziele, ziele wężowe Wije się z gibkiej miedzi.

Siano suche i miodne Wiatrem nad łąką stoi. Westchnie, wonią powieje I znów się uspokoi.

Obłoki leżą w stawie, Jak płatki w szklance wody. Laską pluskam ostrożnie, Aby nie zmącić pogody.

Słońce głęboko weszło W wodę, we mnie i w ziemię, Wiatr nam oczy przymyka. Ciepłem przejęty drzemię.

Z kuchni aromat leśny: Kipi we wrzątku igliwie. Ten wywar sam wymyśliłem: Bór wre w złocistej oliwie.

I wiersze sam wymyśliłem, Nie wiem, czy co pomogą, Powoli je piszę, powoli, Z miłością, żalem, trwogą.

I ty, mój czytelniku, Powoli, powoli czytaj. Wielkie lato umiera I wielką jesień wita.

Wypiję kwartę jesieni, Do parku pustego wrócę, Na zimną, ciemną ziemię Pod jasny księżyc się rzucę.

Mostrar el poema completoOcultar el poema

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

W «Strofach o późnym lecie» Julian Tuwim, poeta związany z grupą Skamander, zatrzymuje moment, w którym lato nie tyle odchodzi, ile przelewa się w jesień — gęstnieje, nabiera koloru i smaku. Już pierwszy okrzyk „Zobacz, ile jesieni!” zaskakuje: zamiast żalu pojawia się podziw dla obfitości, a świat jest pełny „jak w cebrze wina”. To dopiero początek przemiany, ale poeta każe ją odczuwać raczej jako łaskę niż stratę.

Utwór składa się z dwunastu czterowersowych strof o lekkim, śpiewnym rytmie. Przeważają wersy siedmio- i ośmiozgłoskowe, rymy pojawiają się zwykle w liniach parzystych, a powtórzenia — „dopiero”, „powoli, powoli” — spowalniają oddech i każą smakować każdy obraz. Ta muzyka nie jest sztywna: wiersz pulsuje, jakby sam był przepełniony nadmiarem późnego lata. Słowo „pełno” staje się tu zasadą kompozycji — obrazów jest dużo, gęsto, jedne przechodzą w drugie: lato w wino, obłoki w płatki, las w oliwę.

Obrazowanie jest zmysłowe i konkretne. Jesień daje się niemal dotknąć: liści „nazłociło się” tyle, że trzeba je wynosić koszami, bujna trawa „aż się prosi, by kosić”. Lato zostaje rozlane do butelek i na półkach „słodem się burzy”, niczym młode wino, które zaraz wysadzi korki. Kolejna strofa kumuluje epitety — „winna, jabłeczna pora, / czerwienna, trawiasta, liściasta” — jakby poeta układał z nich domowe przetwory. W tej pełni czai się jednak napięcie: ferment, suchość siana, kruche obłoki leżące w stawie „jak płatki w szklance wody”. Podmiot pluska laską ostrożnie, „aby nie zmącić pogody”, co można rozumieć także jako troskę o spokój ulotnej chwili. Słońce wchodzi głęboko w wodę, w człowieka i w ziemię; świat nasyca sobą wszystko, a wiatr przymyka oczy.

W drugiej części wiersza natura zostaje przeniesiona do kuchni i do języka. Zapach igliwia kipiącego we wrzątku, „bór w złocistej oliwie”, to wywar, który podmiot sam wymyślił — tak samo jak wiersze. Pisanie okazuje się powolnym przetwarzaniem świata, nadawaniem mu formy zdolnej zatrzymać smak i woń. Dlatego poeta notuje: „Powoli je piszę, powoli, / z miłością, żalem, trwogą” i zwraca się wprost do czytelnika, by także czytał powoli. Pośpiech unicestwiłby tę kruchą, gęstą materię.

Finał jest samotny i mocny: „Wypiję kwartę jesieni, / do parku pustego wrócę, / na zimną, ciemną ziemię / pod jasny księżyc się rzucę.” Nie ma w tym rozpaczy, jest zgoda na stygnięcie i ciemność, a zarazem fizyczne zanurzenie się w zmieniającej się ziemi. Znaczenie wiersza bierze się właśnie z tej uważności: dostrzec pełnię w chwili, która już mija, i zamienić ją w rytm, barwę, zapach — w strofy, które działają jak butelki z zapasem późnego lata.

Lee también

Más de Julian Tuwim

Todos los poemas
AlegreJulian Tuwim

Nauka

Nauczyli mnie mnóstwa mądrości, Logarytmów, wzorów i formułek, Z kwadracików, trójkącików i kółek Nauczali mnie nieskończoności.
SoñadorJulian Tuwim

Sitowie

Wonna mięta nad wodą pachniała, kołysały się kępki sitowia, brzask różowiał i woda wiała, wiew sitowie i miętę owiał.
AlegreJulian Tuwim

Dwa wiatry

Jeden wiatr — w polu wiał, Drugi wiatr — w sadzie grał: Cichuteńko, leciuteńko, Liście pieścił i szeleścił,