To monolog człowieka całkowicie rozczarowanego, który nie wierzy już w nic, nie pragnie żadnych celów i z drwiną patrzy na cudzy entuzjazm. Swoje dawne marzenia traktuje jak posągi: strąca je z piedestałów, depcze i wyrzuca w niepamięć. Porównanie do rzeźbiarza niszczącego nieudany marmur Afrodyty pokazuje, że ten gest nie wynika z obojętności, lecz z wściekłego żalu. Z całego dawnego świata wartości zostaje mu jedno gorzkie przekonanie: wszystkim rządzi konieczność, a ludzka wola nic nie znaczy. Jedyne pragnienie to nirwana – stan bezwładu, sennego omdlenia i powolnego, nieodczuwalnego przechodzenia w nieistnienie. Całość ma nastrój skrajnego zwątpienia, zmęczenia życiem i rezygnacji, pod którą wciąż tli się ból.
Nie wierzę w nic — Streszczenie
Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie.
A wprzód je depcę z żalu tak dzikiem szaleństwem, Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę, Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem.
I jedna mi już tylko wiara pozostała: Że konieczność jest wszystkiem, wola ludzka niczem — I jedno mi już tylko zostało pragnienie
Nirwany, w której istność pogrąża się cała W bezwładności, w omdleniu sennem, tajemniczem, I nieczując przechodzi zwolna w nieistnienie.