Pieśń o domu — Analiza wiersza

Maria KonopnickaContemplative

Kochasz ty dom, rodzinny dom, Co w letnią noc, skroś srebrnej mgły, Szumem swych lip, wtórzy twym snom A ciszą swą koi twe łzy?

Kochasz ty dom, ten stary dach, Co prawi baśń o dawnych dniach, Omszałych wrót rodzinny próg, Co wita cię z cierniowych dróg?

Kochasz ty dom, rzeźwiącą woń Skoszonych traw i płowych zbóż, Wilgotnych olch i dzikich róż, Co głogom kwiat wplatają w skroń?

Kochasz ty dom, ten ciemny bór, Co szumów swych potężny śpiew, I duchów jęk i wichrów chór Przelewa w twą kipiącą krew?

Kochasz ty dom, rodzinny dom, Co w pośród burz, w zwątpienia dnie, Gdy w duszę ci uderzy grom, Wspomnieniem swem ocala cię?

O, jeśli kochasz, jeśli chcesz Żyć pod tym dachem, chleb jeść zbóż, Sercem ojczystych progów strzeż, Serce w ojczystych ścianach złóż!...

Show the whole poemHide the poem

Aplikacja Learn Poems

Wypróbuj aplikację Learn Poems

Wszystko z trenera na stronie i jeszcze więcej: nowe ćwiczenia, nagrywanie głosu i udostępnianie, przypomnienia, szybka powtórka.

Maria Konopnicka buduje „Pieśń o domu” z pytań, które brzmią jak refren i jak rachunek sumienia: czy naprawdę kochasz dom rodzinny? Pierwszych pięć zwrotek rozpoczyna się tą samą formułą — „Kochasz ty dom” — a każda odsłania inną warstwę znaczenia: dom jako ciszę, pamięć, zapach, dziką naturę i ratunek w chwilach zwątpienia. Ostatnia strofa rezygnuje z pytania i zamienia się w wezwanie.

Wiersz składa się z sześciu czterowersowych strof pisanych regularnym ośmiozgłoskowcem. Jego rytm ma kołysankową, niemal śpiewną regularność, co pasuje do tytułowej pieśni. Rymy nie są jednak monotonne: raz układają się naprzemiennie, raz w pary, raz okalają strofę, dzięki czemu fala pytań nie nuży, lecz narasta. Anafora „Kochasz ty dom” działa jak uderzenie dzwonu; każde powtórzenie pogłębia intymny ton, a zarazem zmusza do odpowiedzi.

Dom w pierwszych obrazach jest przestrzenią czułości: letnia noc prześwietlona srebrną mgłą, szum lip wtórujący snom, cisza kojąca łzy. To miejsce, które nie tylko chroni, lecz także opowiada — stary dach „prawi baśń o dawnych dniach”, omszały próg wita wędrowca wracającego z cierniowych dróg. Dom ma więc pamięć i mowę; próg staje się granicą między bólem świata a bezpieczeństwem wspólnoty.

Równie ważna jest zmysłowa strona domu. „Rzeźwiąca woń skoszonych traw i płowych zbóż” łączy zapach pracy i urodzaju, wilgotne olchy i dzikie róże wprowadzają dzikość, a róża wplatająca kwiat w skroń głogu pokazuje naturę jako żywą, splatającą się całość. Dom nie jest więc zamkniętą fortecą; jego zapach, ogród i otaczający go świat sięgają poza mury.

W czwartej i piątej zwrotce ton staje się poważniejszy. Ciemny bór wnosi „szumów swych potężny śpiew, i duchów jęk i wichrów chór”, które przelewa w „kipiącą krew”. Dom staje się miejscem spotkania z siłami pierwotnymi, z historią i trwogą przodków. Gdy w duszę uderzy grom, zwątpienie i burza zostają rozbrojone przez „wspomnienie” — dom ocala pamięcią, przywraca tożsamość w kryzysie.

Najważniejsze przesunięcie przynosi ostatnia strofa. Pojawia się tu przymiotnik „ojczysty”, który rozszerza dom rodzinny na wspólnotę i ojczyznę. Wezwanie „Sercem ojczystych progów strzeż, / Serce w ojczystych ścianach złóż!” odwraca zwykłą logikę: to nie dom ma tylko chronić człowieka, lecz człowiek ma włożyć serce w jego ściany. Miłość nie jest tu sentymentem, lecz czynem — strażą, ofiarą, codziennym zobowiązaniem. Chleb z ojczystych zbóż można jeść tylko wtedy, gdy przyjmuje się odpowiedzialność za próg.

Dzięki temu „Pieśń o domu” nie jest tylko nostalgicznym obrazkiem. Jest modlitwą, a może przysięgą, w której czułość przechodzi w powinność. Konopnicka unika patosu, bo dom pokazuje przez zapach lip, smak chleba i dotyk mchu, a jednocześnie podnosi to, co prywatne, do rangi etyki wspólnotowej. Taka pieśń nie tylko opisuje dom — ona uczy, jak go nosić w sobie.

Read also

More by Maria Konopnicka

All poems
CheerfulMaria Konopnicka

Nasza czarna jaskółeczka

Nasza czarna jaskółeczka Przyleciała do gniazdeczka Przez daleki kraj! Bo w tem gniazdku się rodziła,
CheerfulMaria Konopnicka

Stefek Burczymucha

O większego trudno zucha, Jak był Stefek Burczymucha... — Ja nikogo się nie boję! Choćby niedźwiedź... to dostoję!
CheerfulMaria Konopnicka

Na fujarce

A paścież mi się owieczki W tej bujnej trawce. Niechaj-że ja sobie pogram Na tej ligawce: