Na szczytach Tatr króluje wiatr, który pędzi ciemne chmury i wyciska z nich deszcz. Woda spływa po urwiskach, a lasy i granitowe ściany znikają za szarą zasłoną. Świat traci kontury – nie widać nieba ani horyzontu, wszystko zlewa się w jedną mokrą, ołowianą przestrzeń. Dzień, noc i kolejny wschód słońca mijają bez zmian, słychać tylko szum wezbranej wody i gniewny potok.
Ulewa nie jest tu chwilową burzą, lecz stanem, który ogarnia całe góry i trwa. Dominuje nastrój przytłoczenia, monotonii i grozy: natura wydaje się ogromna, obojętna i pochłania wszystko w szarym mroku. Czuje się wobec niej małość i samotność, ale też podziw dla dzikiej siły Tatr. Wiatr, deszcz i wezbrany potok wypełniają cały krajobraz, jakby ulewa nie miała końca.