Burza w wierszu Asnyka nie jest tłem ani mijającym epizodem, lecz główną siłą, która na oczach czytelnika demontuje górski krajobraz. Kolejne strofy pokazują, jak ulewa odbiera Tatrom ich pion, barwę i kontur: z potężnych granitowych ścian zostaje szara, pozbawiona kształtu przestrzeń. Centralne doświadczenie utworu to zanik różnic – dzień nie różni się od nocy, szczyt od doliny, a twarda skała od wody. Ulewa okazuje się stanem totalnym, w którym nie ma już widoku ani obietnicy zmiany.
Kompozycja jest regularna i celowo zamknięta. Wiersz tworzy sześć czterowersowych zwrotek o rymach krzyżowych; dłuższe wersy przeplatają się z krótszymi, co przypomina porywisty, nierównomierny oddech wiatru. Otwierające powtórzenie „Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr” powraca w ostatniej zwrotce w zmienionej formie – „Na szczytach Tatr, w dolinach Tatr”. Ta klamra sprawia, że utwór nie opowiada o nadejściu i przejściu burzy, ale o trwaniu w jej środku, bez początku i końca.
Asnyk personifikuje żywioł, nadając mu niemal królewską władzę. Wiatr „króluje”, „rozpostarł z mgły utkany płaszcz” i „wyciska” rosę z chmur; chmury mają „wilgotne paszcze”, z których woda spływa na urwiska. To już nie opis pogody, lecz mroczna, cielesna mitologia górskiej nawałnicy. Równie ważne są czasowniki: deszcz „siecze”, wiatr „świszcze”, potok „gniewa się”. Dźwiękowa warstwa wiersza – nagromadzenie głosek sz, cz, ś w „świszczący”, „siecze”, „szum rosnących wód” – imituje świst i bębnienie deszczu, przez co czytelnik nie tylko widzi, ale i słyszy ulewę.
Barwy w utworze układają się w monochromatyczną gamę. Mrok jest „szary”, strop niebios „ołowiany”, zasłony „sine”; błękit i horyzonty zostają „zasnute w cień, zalane mgłą”. Kluczowe okazują się słowa opisujące rozpad: „rozpłynął się”, „zasnute”, „zalane”, „porznięte”. Granit, symbol trwałości, w deszczowych łzach „rozpłynął się w równinę” – pion zamienia się w poziom, to, co twarde, staje się bezkształtne. Powtarzane rzeczowniki „mgła”, „cień”, „mrok” tworzą przestrzeń bez punktów oparcia. Formuła „nie widać nic” nie jest tu tylko spostrzeżeniem, lecz odarciem świata z uchwytnego konturu.
Czas również traci porządek. „I dzień i noc i nowy wschód / Przechodzą bez odmiany” – powrót światła niczego nie zmienia, bo ulewa jest silniejsza niż rytm doby. Ostatnia definicja – „Mrok szary i ulewa” – brzmi jak domknięcie nowego stanu świata, a nie zapowiedź pogody.
Wiersz jest znaczący przez to, że nie daje pocieszenia w postaci tęczy ani ciszy po burzy. Pokazuje górską przyrodę jako potęgę obojętną wobec ludzkiej potrzeby ładu i widoku. Można w tym czytać obraz chaosu, melancholii albo wzniosłej grozy natury. „Ulewa” w oszczędnej, dźwięcznej formie staje się studium unicestwiania kształtu: z granitu, lasu i błękitu zostaje tylko szara, siekąca, niekończąca się ulewa.