Pięć krótkich wersów wystarczy, by z jednego czasownika i kilku par przymiotników zbudować cały rachunek życia. Podmiot nie opowiada zdarzeń, nie przywołuje dat ani miejsc. Mówi wyłącznie o łzach, które spływają na kolejne etapy istnienia: dzieciństwo, młodość, wiek męski. Już pierwszy wers – „Polały się łzy me czyste, rzęsiste” – zapowiada wypowiedź zarazem skargową i oczyszczającą. Łzy są czyste, więc pozbawione fałszu, ale też rzęsiste, czyli obfite, niepowstrzymane. To płacz, który ma swoją jakość i swoją miarę.
Utwór opiera się na prostej, a jednocześnie kunsztownej konstrukcji. Każdy etap życia otrzymuje dwa określenia połączone rymem lub mocnym współbrzmieniem: dzieciństwo jest „sielskie, anielskie”, młodość „górna i durna”, a wiek męski to „wiek klęski”. Te pary brzmią jak formuły, sentencje, które raz wypowiedziane wydają się niepodważalne. Rymy wewnętrzne sprawiają, że tekst czyta się jak powracającą frazę lamentacyjną. W tych parach kryje się jednak ironia. Dzieciństwo nazwane anielskim przywodzi na myśl utraconą niewinność, ale młodość górna, czyli wzniosła i ambitna, zostaje natychmiast skontrowana słowem „durna” – ślepa w swoim zadufaniu. Wiek męski nie jest wiekiem dojrzałości ani spełnienia, lecz wiekiem klęski. Czułość i gorzka samoocena splatają się w jednym rytmie.
Składnia jest maksymalnie odchudzona. Pojawia się tylko jeden czasownik w formie dokonanej – „polały się” – a cała reszta tekstu to dopowiedzenia, na co spadły łzy. Taki kształt sprawia, że życie zostaje sprowadzone do biernego przyjmowania żalu: podmiot nie mówi „działałem”, „wybierałem”, „walczyłem”, lecz jedynie „płakałem”. Powtórzenie pierwszego wersu na końcu domyka utwór w klamrę, ale zarazem go nie zamyka. Trzy kropki po ostatnim „rzęsiste...” sugerują, że po piątym wersie łzy nadal płyną, a rachunek pozostaje otwarty. To sprawia, że wiersz, choć krótki, ma strukturę cykliczną: można go czytać od nowa, jak powracający żal.
Najważniejszym obrazem jest tu płacz – nie jako chwilowa reakcja, lecz jako żywioł, który oblewa całą biografię. Słowa „czyste” i „rzęsiste” budują napięcie między moralną czystością a fizyczną obfitością. „Sielskie, anielskie” przywołuje świat beztroski, niemal rajski, w którym zło jeszcze nie istnieje. „Górna i durna” to para ostrego kontrastu: pierwsze słowo unosi, drugie strąca. Wreszcie „wiek męski, wiek klęski” dzięki powtórzeniu rzeczownika „wiek” podkreśla, że klęska nie jest jednym epizodem, lecz całym okresem, stanem, z którego nie ma przejścia dalej. Łzy spływają na wszystkie te etapy, ale ich nie zmywają; raczej nadają im ostateczny, gorzki sens.
Właśnie ta skrajna kondensacja decyduje o randze utworu. Podmiot nie oskarża innych, nie szuka winnych; przyznaje, że młodość była „durna”, a męski wiek okazał się klęską. Ta szczerość nadaje łzom ich czystość. Zamiast rozbudowanej opowieści dostajemy brzmieniowe ekwiwalenty kolejnych rozczarowań, a cała biografia zostaje zamknięta w pięciu wersach. Jest to zarazem wyznanie, epitafium i litania – i właśnie dlatego brzmi tak mocno, mimo że wypowiada się szeptem.