Mało która poetycka formuła brzmi tak kategorycznie, a zarazem tak skromnie, jak zamykające «Ogólniki» zdanie: «Odpowiednie dać rzeczy słowo». Cyprian Kamil Norwid nie wysuwa tu na pierwszy plan ani uniesienia, ani melodyjności, ani efektownej metafory. W trzech czterowersowych strofach o regularnym dziewięciozgłoskowym toku i okalających rymach pokazuje, że dojrzewanie artysty — a może w ogóle człowieka — to droga od wygodnego ogólnika do cierpliwej precyzji. Tytuł zapowiada temat wprost: «ogólniki» to prawdy zbyt szerokie, by mogły nazwać rzeczywistość w pełni.
Pierwsza strofa przenosi czytelnika w wiosnę życia. Duch artysta poi się jej tchem jak motyle — to obraz lekkości, chłonności, ale i pewnej krótkotrwałości. Motyl nie analizuje powietrza, którym oddycha; syci się nim. Młodemu twórcy wolno wtedy mówić tylko tyle: «Ziemia jest krągła — jest kulista!». Zdanie to jest prawdziwe, lecz przypomina tytułowy ogólnik: zamyka skomplikowaną rzeczywistość w gładkiej, pocieszającej figurze. Czasownik «wolno» ma tu dużą wagę. Młodość otrzymuje przyzwolenie na entuzjazm i syntezę, a rym «artysta — kulista» niemal żartobliwie podkreśla, że artysta może zadowolić się własnym zgrabnym obrazem świata.
W drugiej strofie aura zmienia się. Zamiast wiosny pojawiają się «późniejszych chłodów dreszcze», drzewa wzruszone chłodem i kwiatki, które zlecą. To wyraźny obraz jesieni, wieku dojrzalszego, a zarazem doświadczenia, które ostudza pierwsze uniesienia. Do ogólnego stwierdzenia o kulistości Ziemi trzeba teraz dodać: «U biegunów spłaszczona nieco...». Zmienia się też tryb wypowiedzi: wcześniejsze «wolno» ustępuje miejsca «trzeba». Dojrzałość nie daje już przyzwolenia na ogólnik; nakłada obowiązek uwzględnienia szczegółu, wyjątku, niedoskonałości. Kula — symbol harmonii — okazuje się jedynie przybliżeniem: planeta jest spłaszczona, a wielokropek po «nieco» sugeruje, że uściślanie nie ma końca. Co znamienne, rym w tej strofie staje się mniej oczywisty, jakby sama forma rezygnowała z łatwego, zbyt gładkiego domknięcia.
Trzecia strofa porzuca obrazowanie przyrody i zwraca się wprost do obu sztuk słowa: «Ponad wszystkie wasze uroki, / Ty, poezjo, i ty, wymowo». Norwid nie odrzuca ich wdzięku, lecz wyraźnie hierarchizuje wartości. Uroki mogą zachwycać, ale są niższe od czegoś, co poeta nazywa «jednym» i oddziela myślnikiem: «Jeden — wiecznie będzie wysoki: / Odpowiednie dać rzeczy słowo». Ta formuła jest celem, credo i miarą. Szyk zdania wysuwa na początek wyraz «odpowiednie», akcentując dopasowanie; «rzeczy» przypomina o realnym świecie, a «słowo» występuje w liczbie pojedynczej, jakby chodziło o to jedno, jedyne trafne nazwanie. Poezja i wymowa bywają urocze, ale ich wielkość rozstrzyga się dopiero w spotkaniu z konkretem.
Na tym polega znaczenie «Ogólników»: to miniaturowa ars poetica, która uczy intelektualnej uczciwości. Norwid wybiera przykład z astronomii — zdawałoby się daleki od poezji — i pokazuje, że nawet proste zdanie o Ziemi można wypowiedzieć lepiej. Nie chodzi mu o piękno samo w sobie, lecz o prawdę nazwaną bez uproszczeń. Dlatego końcowa formuła brzmi jak definicja twórczości: poezja to trud nadania światu właściwego słowa.