Cztery strofy liryku Kasprowicza brzmią jak powracające w kółko wyznanie. Dusza nie opowiada tu o jednym uczuciu, lecz o miłości do samej pełni istnienia: do cichego ruchu liści, do gwałtownej fali, do twórczego światła i do nocy, w której działa śmierć. W każdym z tych zjawisk spotyka bliskiego towarzysza — „druha”. Dzięki temu wiersz nie jest tylko pejzażem, ale niemal modlitewnym credo: można kochać świat nie mimo jego grozy, lecz razem z nią.
Forma od razu podkreśla ten rytualny charakter. Wszystkie cztery zwrotki zaczynają się identycznie: „Rozmiłowała się ma dusza”. Ta anafora działa jak uderzenie dzwonu albo refren litanii. Po niej pojawia się obraz, a następnie dopowiedzenie z „gdy”: „gdy koronami ich porusza / druh mój, przecichy wiew”, „gdy druh mój, burza je porusza”, „gdy druh mój, słońce, w świat wyrusza”, „gdy druh mój, śmierć, na połów rusza”. Rymy przeplatane, współbrzmienia typu „dusza – porusza”, „zórz – stróż”, „mgłach – strach”, oraz powracająca składnia nadają całości miarowość, jakby dusza odmawiała kolejne wezwania. Słowo „druh” ma tu kluczową rolę — jest dawne, serdeczne; nie pasuje do groźnej burzy ani do śmierci, a jednak zostaje im nadane. Także archaiczne „ma dusza” zamiast „moja dusza” przybliża wyznanie do mowy intymnej, niemal pieszczotliwej.
Pierwsze dwie strofy układają się w kontrast ciszy i głośności. Najpierw „cichy szeleście drzew” i „przecichy wiew” — nagromadzenie głosek s, sz, c sprawia, że niemal słyszymy szmer. Dusza kocha to, co ledwo uchwytne. Zaraz potem jednak kocha „głośne odmęty fal”, które burza porusza, „w nieznaną płynąc dal”. Tu pojawia się ruch, siła i otwartość na nieznane. Wiatr i woda przestają być tylko ozdobą krajobrazu; stają się towarzyszami drogi.
Trzecia strofa wnosi światło i stwarzanie. „Twórcze promienie zórz” oraz słońce nazwane „życia płomiennym stróżem” łączą energię z opieką. Słońce wyrusza „w świat” — jak wędrowiec albo posłaniec. Dusza kocha nie samo piękno widoku, lecz twórczy impuls, który niesie życie. Przymiotnik „twórczy” i rzeczownik „stróż” pokazują, że światło nie jest bierne: ono powołuje, chroni i płonie.
Największe zaskoczenie przynosi czwarta zwrotka. Dusza rozmiłowuje się w „przepastnej nocy mgłach”, a więc w ciemności, mgle, bezkresie. W tym momencie pojawia się „druh mój, śmierć”, która „na połów rusza”. Czasownik „rusza” sugeruje celowe, aktywne działanie, a „połów” — polowanie lub łowienie — czyni ze śmierci drapieżczynię, przed którą idą „lęk i strach”. Mimo to dusza nie wycofuje swojego uczucia. Właśnie ta odwaga jest sednem: śmierć nie zostaje oswojona na siłę, ale zostaje włączona w porządek miłości. Lęk i strach są nazwane otwarcie, nie znikają; są jak zwiastuny poprzedzające śmierć.
Siła wiersza bierze się stąd, że Kasprowicz z ogromną prostotą buduje obraz duszy, która nie wybiera między jasnym a ciemnym, łagodnym a gwałtownym, życiem a umieraniem. „Rozmiłowana” nie znaczy tu sentymentalnie oczarowana — znaczy głęboko związana, wręcz mistycznie. Powtórzenie w każdej strofie każe czytać ten liryk jak wyznanie, które nie kończy się na jednym zachwycie, lecz obejmuje całość ludzkiego losu. Dzięki temu cztery krótkie obrazy stają się czymś więcej niż miniaturą przyrody: stają się duchowym ćwiczeniem w akceptacji świata takim, jaki jest.