Bohater wiersza wspomina, czego nauczyła go szkoła: logarytmy, wzory chemiczne, fizykę, obserwacje przyrody. Ma w głowie ogromny zapas faktów — od wzoru na obwód koła po bursztyn elektryzowany przez potarcie. A mimo to czuje, że nic nie rozumie. Tuwim zestawia poważną, podręcznikową wiedzę z dziecięcą logiką: skoro na drugiej półkuli jest odwrotnie, to ludzie tam muszą chodzić do góry nogami. W tym tkwi humor, ale też smutek: nauka wbita do głowy nie daje pewności, zostawia zamęt i strach. W ostatniej części pojawia się szkolna trwoga przeniesiona w wieczność — bohater boi się, że Bóg wywoła go do odpowiedzi, a on będzie milczał. Prosi więc o drugie życie jak o drugi rok w tej samej klasie. To prośba zarazem komiczna i przejmująca.
Nauka — Streszczenie
Nauczyli mnie mnóstwa mądrości, Logarytmów, wzorów i formułek, Z kwadracików, trójkącików i kółek Nauczali mnie nieskończoności.
Rozprawiali o „cudach przyrody”, Oglądałem różne tajemnice: W jednem szkiełku „życie w kropli wody” W innem zaś — „kanały na księżycu”.
Mam tej wiedzy zapas nieskończony: 2πR i H2SO4, Jabłka, lampy, Crookes’y i Newtony, Azot, wodór, zmiany atmosfery.
Wiem o kuli, napełnionej lodem, O bursztynie, gdy się go pociera... Wiem, że ciało, pogrążone w wodę Traci tyle, ile... etcetera.
Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno! — Różne rzeczy do głowy mi wkuli, Tumanili nauką daremną.
I nic nie wiem i nic nie rozumiem I wciąż wierzę biednemi zmysłami, Że ci ludzie na drugiej półkuli Muszą chodzić do góry nogami.
I do dziś mam taką szkolną trwogę: Bóg mnie wyrwie — a stanę bez słowa! — Panie Boże! Odpowiadać nie mogę, Ja... wymawiam się, mnie boli głowa...
Trudna lekcja. Nie mogłem odrazu. Lecz nauczę się... po pewnym czasie... Proszę! Zostaw mnie na drugie życie, Jak na drugi rok w tej samej klasie.