„Precz z moich oczu!... posłucham odrazu” – tak zaczyna się pozornie uległa odpowiedź na rozstanie. Już po chwili jednak okazuje się, że posłuszeństwo dotyczy tylko oczu i serca; pamięć – „moja i twoja” – nie podporządkuje się żadnemu rozkazowi. Mickiewicz pisze monolog liryczny, w którym tytułowe „M***” zasłania adresata, a sam zwrot staje się uniwersalnym studium miłości, która po odejściu nie znika, lecz zamienia się w cień, ślad i natrętną obecność.
Obraz cienia w drugiej strofie jest kluczowy. Im dalej pada światło, tym cień robi się dłuższy i szerszy – tak samo postać opuszczającego kochanka, im dalej ucieka, tym „grubszym kirem” osnuwa pamięć ukochanej. Kir to czarna tkanina żałobna; miłość po rozstaniu nie umiera, tylko przybiera postać żałoby, która rozpościera się wokół wspomnień. To porównanie pokazuje, że oddalenie wcale nie osłabia obecności – przeciwnie, ją potęguje.
Konstrukcja wiersza wzmacnia tę myśl. Dziesięć czterowersowych strof ma rymy krzyżowe i spokojny, niemal inkantacyjny rytm. Refren „Na każdem miejscu i o każdej dobie...” otwiera trzecią strofę i powraca na końcu, zamykając tekst klamrą. W nim powtarzają się słowa „wszędzie”, „zawsze”, „cząstka mej duszy” – dzięki temu wiersz brzmi jak zaklęcie, a nie tylko wyznanie. Podmiot nie prosi o pamięć; on ją zapowiada jako coś nieuchronnego.
Środkowa część tekstu to seria wyobrażeń: ukochana siada przy harfie, gra w szachy, odpoczywa na balu, bierze do ręki książkę. W każdej z tych codziennych scen pojawia się ten sam mechanizm – drobiazg przywołuje minione chwile. Mickiewicz nie poprzestaje na własnych wspomnieniach: kilkakrotnie powtarza „Pomyślisz sobie”, wchodząc w cudzą świadomość. Scena szachowa staje się metaforą rozstania – „śmiertelna matnia” łowi króla, a kochanka ma zobaczyć w tym dawną „grę ostatnią”. Z kolei lektura romansu każe jej westchnąć: „ach, to nasze dzieje...” lub zapytać, czemu ich historia nie skończyła się jak powieściowe szczęśliwe zakończenie.
Najbardziej przejmujący moment następuje w strofie o nocy. Błyskawica, szelest suchej gruszy w ogrodzie i puszczyk uderzający w okno to już nie wspomnienia, lecz zapowiedź duchowej obecności. „Pomyślisz sobie, że to moja dusza” – pisze podmiot. Romantyczna miłość przekracza granicę między jawą a przywidzeniem. Od tego momentu wiersz nie mówi wyłącznie o tym, co było; mówi o tym, co powróci.
Na tym polega siła utworu. Zamiast rozpaczy po odrzuceniu pojawia się w nim cicha, lecz niepokojąca pewność: możesz kazać mi odejść, ale nie pozbędziesz się mojej obecności. Pamięć okazuje się silniejsza od woli, a ślady duszy zostawione w miejscach i gestach zamieniają rozstanie w stan, z którego nie ma ucieczki. Dzięki temu liryk Mickiewicza jest zarazem miłosnym wyznaniem, studium pamięci i subtelną zapowiedzią nawiedzenia – a wszystko to wypowiedziane tonem, który od pozornej uległości przechodzi do absolutnej władzy nad wyobraźnią drugiej osoby.