U Norwida czułość nie jest tym, co miękkie ani sentymentalne. Wiersz otwiera abstrakcyjne pojęcie, by natychmiast podważyć czytelnicze przyzwyczajenie: czułość „bywa, jak pełny wojen krzyk” – gwałtowna, zbiorowa, uderzająca z siłą, której nie można zignorować. Zaraz potem porównana zostaje do „szemrzących źródeł prąd” i do „wtóru pogrzebnego”. To zestawienie biegunów: wojna i źródło, hałas i szmer, krzyk i pogrzebowe echo. Norwid mówi więc, że czułość nie jest jednym tonem; to siła, która potrafi wybuchnąć, płynąć cicho i towarzyszyć umieraniu. Już w pierwszych trzech liniach zarysowuje się myśl, że czułość jest bliska pamięci, straty, a nawet gwałtowności, a nie jedynie przyjemnemu uczuciu.
Jednak budowa wiersza dopowiada to, czego pojęcia nie domykają. Sześć linijek rozpada się na dwa trójwersy, ale rymowe echa przebiegają między nimi w odwróconym porządku: „prąd” z drugiej linii powraca w „blond” z czwartej, „krzyk” w „zwykł” z piątej, „pogrzebny” w „srebrny” z szóstej. Te współbrzmienia są ledwie dosłyszalne, niepełne, jakby wiersz chciał raczej zasugerować niż dopowiedzieć. Rytm również nie jest jednostajny: najdłuższe linie otwierają każdy trójwers, potem oddech się skraca, aż do finalnego, pięciosylabowego „zegarek srebrny”. To wrażenie ściszania, zamykania się formy ma w sobie coś z odgłosu, który po krzyku powoli gaśnie. Po trzeciej linii pojawia się wielokropek – zawieszenie, chwila milczenia, po której wchodzi obraz konkretny i intymny.
Ten obraz jest sercem utworu. „Plecionka długa z włosów blond” to przedmiot, który wywołuje ciało, kobiecość, bliskość, ale też nieobecność. Na tej plecionce wdowiec zwykł nosić „zegarek srebrny”. Norwid nie wyjaśnia, czyje włosy spleciono, kiedy ich właścicielka odeszła ani jak długo trwa żałoba. Wystarcza sam gest: mężczyzna codziennie nosi przy sobie cząstkę drugiej osoby, a przy niej narzędzie odmierzające czas. W tym zawieszeniu między czułym dotykiem a zimnym metalem zawiera się cała ambiwalencja wiersza. Srebro jest chłodne i szlachetne, zegarek – precyzyjny, nieubłagany. Włosy blond są ciepłe, organiczne, delikatne. Ich splot tworzy łańcuszek, na którym wisi czas. Zegarek odmierza czas, który płynie dalej, ale zawieszony na włosach zmarłej staje się jak relikwiarz – zatrzymuje przeszłość w teraźniejszości. Czułość okazuje się więc nie wybuchem uczucia, lecz trwaniem w codziennym nawyku, noszeniem straty blisko ciała.
Dzięki tej końcowej scenie wiersz nie poprzestaje na efektownym kontraście abstrakcji. Pokazuje raczej, że czułość mieści w sobie wojnę i źródło, krzyk i szmer, śmierć i złoty kosmyk. Jest jak wtór pogrzebny – powraca po stracie, w tle codzienności, i jak zegarek srebrny – chłodna, mechaniczna, a jednak noszona blisko serca. Na tym polega znaczenie utworu: Norwid odbiera czułości lukrową miękkość, a w zamian daje jej ciężar egzystencjalny. Nie opowiada, nie moralizuje, lecz zostawia drobny, precyzyjny obraz, w którym każdy element – blond, srebro, wdowiec, „zwykł” – pracuje jak trybik. To wiersz-miniatura o wielkiej pojemności: im uważniej się weń wchodzi, tym wyraźniej słychać, że czułość u Norwida jest formą pamięci, a pamięć bywa zarazem krucha i nieustępliwa.